W niedzielę część miejscowości została zalana przez intensywne opady deszczu. Popołudniu IMGW podniosło poziom alertów związanych z warunkami atmosferycznymi, a rzecznik Instytutu podkreśliła, że sytuacja jest "niebezpieczna i dynamiczna". Polacy obawiają się, że dojdzie do powtórki powodzi z 2024 roku i wytykają rządzącym nieprzygotowanie do takiej możliwości. Zaniechania władzy na własnej skórze poczuli już mieszkańcy gminy Otmuchów w województwie opolskim.
Urząd gminy opublikował wideo, na którym widać, iż w związku z podniesieniem się poziomu wody w rzece Widnawa doszło do przerwania wału w miejscowości Kałów. Konstrukcja uległa już zniszczeniu w ubiegłym roku. Mieszkańcy wraz z sołtysem samodzielnie ją odbudowali. Jednak tylko prowizorycznie.
Burmistrz Otmuchowa nie krył rozgoryczenia faktem, iż państwo przez 10 miesięcy nie zrobiło nic, aby problem rozwiązać, co teraz doprowadziło do kolejnego dramatu. - Żałuję, że Wody Polskie nie podjęły żadnych działań, ponieważ wiele próśb, pism wysłaliśmy do nich - powiedział w rozmowie z mediami Damian Nowakowski.
Podkreślił, że przerwanie wału to dramat dla mieszkańców. - Teraz mamy straty olbrzymie, ponieważ rolnicy mają tutaj swoje uprawy, z których za miesiąc mieli zbierać plony, te uprawy będą zniszczone. Nie mamy drogi powiatowej, którą starosta remontował przy pomocy wojska - wyliczał.
"To jest dramat dla gminy Otmuchów, dramat dla mieszkańców. Wzdłuż tej drogi idzie główna rura wodociągowa. W tamtym roku ten wodociąg został zniszczony i przez ponad tydzień mieszkańcy [...] nie mieli wody. Wyobraźcie sobie państwo, że za kilka dni [...] mieszkańcy znowu będą bez wody"
– podkreślił.
Nie tylko Otmuchów
Gmina Otmuchów to niejedyne miejsce, w którym bezczynność rządu może doprowadzić do dramatu. Warunki atmosferyczne mocno dotknęły również Nysę w województwie opolskim. - Wszystkie służby są w stanie gotowości, interweniujemy. Głównie zalane są posesje, garaże, mamy też taką sytuację, że z pól spływa woda i niestety zalewa drogi - powiedział w rozmowie z Polsat News burmistrz miejscowości Kordian Kolbiarz.
Samorządowiec wskazał, iż wiele lokalnych dróg jest nieprzejezdnych. Podtopienia występują zarówno w mieście, jak i na peryferiach. Problemem jest niedrożność rowów i przepustów, do których samorząd nie ma dostępu, ponieważ leża one w gestii Wód Polskich. Państwowa spółka od ubiegłorocznej powodzi nic z nimi nie zrobiła.
"Niestety, większość przepustów, rowów jest w stanie nieruszonym od czasu powodzi, są zarośnięte, niedrożne i o tym cały czas informujemy Wody Polskie: mieszkańcy, sołtysi, strażacy, natomiast efekt jest dosyć mizerny [...] Cały czas brakuje prac natychmiastowych, które sprawią, że mieszkańcy będą bezpieczni"
– wskazał Kolbiarz.