Jak przekazali słowaccy ratownicy, mężczyzna telefonicznie zawiadomił o kłopotach i poprosił o pomoc w sobotni wieczór. Przekazał, że podczas zejścia z Gerlacha zgubił właściwą trasę i nie potrafi określić swojego położenia. Ratownikom nie udało się ustalić gdzie utknął turysta nawet przy użyciu lokalizacji jego telefonu.
Do akcji skierowano sześciu ratowników HZS z Wysokich Tatr. Ze względu na trudne warunki pogodowe oraz ryzyko skrajnego wychłodzenia organizmu, w gotowość postawiono także specjalistyczne stanowisko ECMO (sztuczne płuco-serce) w szpitalu w Bańskiej Bystrzycy. Z powodu mgły i ograniczonej widoczności nie było możliwe użycie dronów.
Ratownicy odnaleźli turystę po nawiązaniu z nim kontaktu głosowego podczas podejścia tzw. próbą Batyżowiecką. Polak utknął w stromym żlebie. Po dotarciu do poszkodowanego ratownicy udzielili mu pierwszej pomocy. Następnie przy użyciu technik linowych sprowadzono go do Doliny Batyżowieckiej.
Ze względu na wyczerpującą nocną akcję, dopiero w poniedziałek nad ranem Polaka przetransportowano przy pomocy śmigłowca na dół do Starego Smokowca.
HZS poinformowała, że mężczyzna poruszał się po terenie Tatr Wysokich w okresie obowiązywania sezonowego zamknięcia szlaków. W związku z tym pracownicy tamtejszego Tatrzańskiego Parku Narodowego nałożyli na niego mandat.
Słowaccy ratownicy zaapelowali o przestrzeganie regulaminu parku narodowego oraz zaleceń służb górskich.
Wejście na Gerlach jest bardzo wymagające. Na najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat (2655 m n.p.m.) nie prowadzą znakowane szlaki turystyczne. Wejście na szczyt dla zwykłych turystów możliwe jest wyłącznie w towarzystwie licencjonowanego przewodnika górskiego w sezonie letnim. Samodzielnie mogą tam wchodzić członkowie klubów wysokogórskich, mający doświadczenie we wspinaczce. Wejście na Gerlach jest uważane za jedno z najtrudniejszych w Tatrach.