"Co bardzo ważne, chciałbym, aby za mojej kadencji Instytut nie był reaktywny, a regularnie budował polską narrację za granicą. Reaktywność zabija bowiem skuteczność"
- uważa prezes IPN.
Jak stwierdził w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", nie tylko świat, ale cześć polskich elit "nie ma oporów przed publicznym prezentowaniem swoich problemów z podstawową wiedzą historyczną, połączonych z wyraźną niechęcią do Polski".
Dodał, że antidotum na kłamstwa historyczne "pozostają edukacja, prawda i skuteczność przekazu".
Pytany, czy jest szansa na przyspieszenie identyfikacji szczątków ofiar np. tych z Łączki, Nawrocki podkreślił, że IPN korzysta z systemu CODIS, rekomendowanego przez amerykańskie służby specjalne, ponadto - dodał - "zatrudnia wielu doskonałych archeologów, antropologów czy genetyków".
"Natomiast przyspieszenie identyfikacji jest obiektywnym wynikiem wielu procesów, w tym prawnych. Ponadto jest ograniczone realnymi możliwościami znalezienia tropów komunistycznych zbrodni. Bohaterowie leżeli zapomniani kilka dekad, dziś nie pozwolimy o nich zapomnieć, ale każda identyfikacja musi dawać rękojmię bezwzględnej pewności, że to nasz bohater"
- zaznaczył Nawrocki.