Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Na manowcach wynaturzenia. Witold Gadowski o odrzuceniu zasad przyzwoitości

Złe ziarno przynosi złe owoce – taką ogólną maksymą można byłoby skwitować najnowszą aferę pedofilską w łonie Platformy Obywatelskiej. Sęk jednak w tym, że zło nie daje się oznaczyć polityczną etykietką i przypisać do określonego środowiska - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Równie dobrze pedofilskie zachowania i ich konsekwencje mogły zdarzyć się także w „najświętszej” z założenia instytucji. Problem tkwi bowiem w praktycznym podejściu do kardynalnych wskazań etycznych. Jeżeli uważamy, że właściwie wszystko wolno, to prędzej czy później dojdziemy do sytuacji, w której zdarzy się zbrodnia. Do kardynalnych – szokujących – zdarzeń dochodzi bowiem stopniowo, z dnia na dzień przesuwana jest granica tego, co jest dozwolone. W takim środowisku ludzie uodporniają się na ohydę i zło. Tak interpretowałbym zdarzenia z Kłodzka. To, że w gronie prominentnych działaczy tej partii w Kłodzku znalazła się kobieta, która dozwalała na ohydne praktyki pedofilskie wobec swojej córki, a sama posunęła się do spółkowania z psem, jest jedynie wykwitem środowiskowej choroby. Czerpanie zysku z rozpowszechniania takich treści to kolejny etap takiego upadku. Społecznie wyznawana etyka jest rezultatem żmudnego procesu udoskonalana i sublimacji powszechnie akceptowanych obyczajów. Każda rewolucja w tej materii prowadzi do powrotu do fazy zwierzęcej, w której najbardziej istotne jest zaspokajanie najprymitywniejszych instynktów. Jeżeli godzimy się na odrzucenie zasad przyzwoitości – choćby takich jak je świecko opisał Tadeusz Kotarbiński – to efekt zawsze będzie zatrważający. Nie znaczy to jednak, że PO jest partią pedofilów, bo równie dobrze takie afery mogą wydarzyć się w innych środowiskach. Oczywiście sprzyja temu poparcie permisywistycznych postulatów. Od dłuższego czasu w środowisku liberalnym trwają próby oswojenia zbrodni wykorzystywania seksualnego dzieci. Pionierem w tej dziedzinie jest przyjaciel Adama Michnika – Daniel Cohn-Bendit, były europarlamentarzysta i działacz lewicy, który barwnie opisywał – w swoich wspomnieniach – swoje erotyczne relacje z dziewczynkami. To nie jest tylko kwestia rozwiązłości – to niestety także trend płynący z Hollywood i ze sfer najbogatszych ludzi świata, które idealnie podsumowuje afera Jeffreya Epsteina. Nawiasem mówiąc, kiedy wiele lat temu alarmowałem w Polsce o tej aferze, stałem się obiektem kpin partyjnych „dziennikarzy” od lewa do prawa. Mniejsza jednak z tym, ważne jest, aby zdać sobie sprawę z faktu, iż rewolucja obyczajowa zawsze kończy się na manowcach wynaturzenia i zbrodni. 

Od czasu premiery filmu „Oczy szeroko zamknięte” Stanleya Kubricka nie można powiedzieć, że o zbrodniczych praktykach „wysokich sfer” nikt nie alarmował publicznie. Pewne działania zostały ukazane, sęk w tym, że woleliśmy myśleć o tym, że nas to nie dotyczy. To wszystko działo się „gdzieś tam”, w świecie niedosiężnym. Siłowo teraz forsowana multikulturowość prowadzi w efekcie do usankcjonowania praktyk gwałtu, przemocy i pedofilii, które przynoszą ze sobą ludzie masowo napływający z bardziej prymitywnych kultur obcych europejskim tradycjom i wartościom. 

Na miejscu władz PO, czy teraz KO, poważnie zastanowiłbym się nad moralnością tego środowiska… bo dalej może być już tylko gorzej.

Nie oczyszczajmy sobie sumień pełnymi hipokryzji wyrazami oburzenia na „parę pedofilów z Kłodzka”, tylko sami zadajmy sobie pytanie: co zrobiliśmy, by przeciwdziałać promocji zboczeń i szokujących praktyk? Milczeliśmy? No to teraz będzie już tylko gorzej.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej