Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Mniejsze szpitale na celowniku władzy. "Gazeta Polska": Rządzący uderzą finansowo w najsłabsze placówki

Narodowy Fundusz Zdrowia przygotowuje zmiany, które mogą uderzyć głównie w szpitale powiatowe, już będące w złej sytuacji finansowej. Stracą bowiem możliwość sprowadzania z zewnątrz lekarzy wykonujących specjalistyczne zabiegi na chirurgii ogólnej, która bywa podstawą działalności szpitala. Oprócz tego szykowane są zmiany w finansowaniu, które spowodują, że część zabiegów może być wykonywana poniżej realnych kosztów - pisze "Gazeta Polska".

Na początku lipca premier Donald Tusk poinformował, że zażądał od resortu zdrowia i NFZ „precyzyjnych rekomendacji dotyczących spraw, z którymi mamy do czynienia w wielu polskich szpitalach”. Tusk wyraźnie skrytykował zjawisko tzw. lekarzy walizkowych. „Realizują drogie procedury w wielu placówkach, generując bardzo wysokie dochody, ale de facto nie zajmują się pacjentem. To zjawisko musi być ukrócone” – mówił premier. Kilka dni później Ministerstwo Zdrowia przedstawiło pakiet zmian dotyczący m.in. wynagradzania lekarzy, i nie tylko. Później pojawiły się związane z tym projekty zarządzeń NFZ.

Koncentracja i likwidacja

Ale kierunek zmian rząd przygotował wcześniej. W 2025 roku dano szpitalom i samorządom większe możliwości ograniczania całodobowej działalności części oddziałów, zmiany ich funkcji oraz łączenia placówek. Nazwano to „koncentracją świadczeń”. W praktyce stworzono możliwość zrezygnowania z pełnej hospitalizacji i zastąpienia jej na przykład trybem planowym, leczeniem jednodniowym czy poprzestaniem na działaniu poradni. Oprócz tego na przykład dwa powiaty czy inne jednostki samorządowe mogą wspólnie zorganizować działalność i nie utrzymywać obok siebie takich samych oddziałów.

Jednocześnie wprowadzono mechanizm, dzięki któremu szpital, który za zgodą NFZ zrezygnuje z całodobowego prowadzenia oddziału albo go przekształci, przez dwa kolejne okresy rozliczeniowe zachowa finansowanie odpowiadające 50 proc. wcześniejszej działalności. Sam resort przedstawiał to 50 proc. jako bodziec finansowy do restrukturyzacji. W debacie sejmowej nazwano ten mechanizm bonusem za likwidację oddziałów.

Już kilkadziesiąt szpitali złożyło wnioski o skorzystanie z tej możliwości. Powyższy kierunek zmian był wcześniej postulowany przez różne strony.

Pojawiały się argumenty, że nie wszędzie musi funkcjonować duży szpital pozostający w pełnej gotowości przez całą dobę.

Walka z lekarzami walizkowymi

Ale rządzący poszli znacznie dalej i zamierzają wprowadzić kolejne daleko idące mechanizmy finansowe. NFZ chce już od października tego roku zmienić zasady wykonywania i finansowania części zabiegów realizowanych obecnie na oddziałach chirurgii ogólnej. Obecnie mogą rozliczać również procedury, które medycznie należą do innych specjalności. Tu pojawiają się tzw. lekarze walizkowi, czyli tacy, którzy przyjeżdżają do szpitala, często powiatowego, na konkretne, wcześniej zaplanowane operacje, mimo że placówka nie ma własnego oddziału tej specjalności. Przykładowo ortopeda może wykonywać zabiegi na oddziale chirurgii ogólnej, a następnie wracać do swojego podstawowego miejsca pracy. NFZ zwracał uwagę, że nie zawsze lekarz walizkowy jedzie do pacjenta, lecz odwrotnie. Chorzy jadą za konkretnym specjalistą do odległego szpitala powiatowego, w którym akurat operuje. 

Tacy lekarze są jednak istotni dla funkcjonowania szpitali powiatowych. – Dzięki nim funkcjonujemy. Zapewniamy mieszkańcom leczenie specjalistyczne blisko domu, to głównie ludzie z okolic. Ale nie musimy utrzymywać specjalistycznego oddziału. To jest bardzo ważne szczególnie dla seniorów, którzy są mniej mobilni, nie mają sił, są mniej zorientowani. Dla nich wyjazd do dalszego miasta to duże wyzwanie. Często słyszę, że się wahają. Ostatecznie godzą się na leczenie, ale kwestią decydującą jest niewielka odległość. Będą się leczyć albo na miejscu, albo wcale. Co jest lepsze dla systemu? – zastanawia się w rozmowie z „Gazetą Polską” wicedyrektor jednego ze szpitali w województwie łódzkim, który chce zachować anonimowość. 

Krytycy wskazują jednak, że po wyjeździe lekarza na miejscu może zabraknąć specjalisty i odpowiedniego zaplecza w razie powikłań. Dlatego NFZ chce, aby m.in. część operacji ortopedycznych i urologicznych oraz zabiegów na kręgosłupie była wykonywana i finansowana w odpowiednich ośrodkach specjalistycznych. W praktyce oznacza to, że szpital mający chirurgię ogólną, ale niemający na przykład oddziału ortopedii, nie będzie mógł przeprowadzać części wykonywanych obecnie zabiegów. NFZ tłumaczy to głównie bezpieczeństwem pacjentów. Chodzi również o to, że część szpitali dąży do realizowania najlepiej wycenianych procedur, często właśnie tych, które przeprowadzają lekarze walizkowi. – To nas często ratuje finansowo, gdy sytuacja finansowa jest coraz gorsza. Ale nie jest tak, że robimy rzeczy niepotrzebne. Przecież wykonujemy te zabiegi, na które jest zapotrzebowanie pacjentów – podkreśla nasz wspomniany rozmówca. Przewiduje, że wprowadzenie tych zmian spowoduje, że mnóstwo pacjentów będzie zmuszonych przenieść się do szpitali specjalistycznych, które w efekcie staną się niewydolne.

Według danych przedstawionych przez NFZ w pierwszym kwartale 2026 roku wykonano około 10 tys. świadczeń, których dotyczą planowane ograniczenia, a wykonywało je 221 oddziałów. NFZ podał, że przeciętnie takie świadczenia stanowią około 10 proc. działalności chirurgii ogólnej. W praktyce oznacza to, iż istnieją ogromne różnice. Sam Fundusz przyznał, że część szpitali w ogóle ich nie wykonuje, natomiast w innych świadczenia spoza podstawowego profilu to około połowa działalności. Dla niektórych placówek te zmiany mogą więc prowadzić do likwidacji oddziału w przyszłości.

W ramach tych zmian NFZ proponuje o 40 proc. zwiększyć finansowanie, ale tylko operacji obustronnej przepukliny pachwinowej.

Finansowa sankcja

Drugim elementem projektu NFZ są zmiany tzw. współczynników korygujących. To mechanizm, dzięki któremu Fundusz może zapłacić szpitalowi więcej lub mniej za dane leczenie. Przykładowo współczynnik 1,2 zwiększa zapłatę o 20 proc., a 0,8 zmniejsza ją o 20 proc. W projekcie znalazły się 22 przypadki współczynników poniżej 1. NFZ chce w ten sposób wpływać m.in. na wyniki i sposób leczenia, premiować operacje małoinwazyjne czy znieczulenia porodów, a ograniczać na przykład wysoki odsetek cesarskich cięć. Co jednak istotne, w części przypadków liczy się również sama liczba wykonywanych operacji. Przy endoprotezach biodra do 90 zabiegów rocznie oznacza współczynnik 0,8, a ponad 220 już 1,2. Oznacza to, że mechanizm będzie sprzyjać większym, wyspecjalizowanym ośrodkom, którym łatwiej spełnić takie wymagania. Naczelna Rada Lekarska protestuje przeciw takiemu obniżaniu zapłaty i ostrzega, że prowadzi to do tworzenia wycen poniżej kosztów ponoszonych przez placówkę medyczną, co uderzy finansowo w część szpitali. Fundusz chce jednak ograniczenia kosztów. Według kalkulacji zawartej w projekcie wiele proponowanych zmian ma przynieść NFZ około 476 mln zł oszczędności rocznie. 

Źródło: Gazeta Polska

NAJNOWSZE Polska