Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Syreny obudziły w niedzielny poranek mieszkańców Zamościa. Potem przyznano, że to... pomyłka

W niedzielę rano w Zamościu uruchomiono sygnał dźwiękowy syren alarmowych... przez pomyłkę. Jak tłumaczą służby, zamiast testu, którego mieszkańcy nie powinni usłyszeć, nadano trzyminutowy jednostajny sygnał odwołujący alarm. „Nie ma żadnego powodu do niepokoju” – przekazano.

Autor:

Około godz. 7 rano mieszkańcy Zamościa usłyszeli syrenę alarmową. Sygnał trwał trzy minuty i był jednostajny. Zamojski magistrat poinformował wcześniej, że uruchomienie syren było elementem zaplanowanych ćwiczeń Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Szybko okazało się jednak, że doszło do pomyłki.

Rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz przekazał, że zamiast tzw. testu cichego omyłkowo uruchomiono sygnał dźwiękowy. Był to sygnał odwołujący alarm.

Był to trzyminutowy, jednostajny dźwięk, tj. odwołujący alarm. Nie ma żadnego powodu do niepokoju. Za zaistniałą sytuację wszystkich zaniepokojonych mieszkańców przepraszamy

– powiedział w rozmowie z mediami.

Mieszkańcy nie mieli dostać żadnego alertu

Sprawa może budzić szczególne zainteresowanie, ponieważ niedzielne działania były zaplanowane jako test systemu. Tzw. test cichy ma służyć sprawdzeniu sprawności urządzeń bez emitowania sygnału słyszalnego dla mieszkańców.

Właśnie dlatego w przypadku takich testów nie wysyła się również alertów RCB. Jak tłumaczył rzecznik wojewody, procedura nie przewiduje informowania mieszkańców, skoro syreny nie powinny zostać uruchomione w sposób słyszalny. W niedzielę sytuacja wyglądała jednak inaczej – przez błąd zamiast cichego sprawdzenia systemu mieszkańcy usłyszeli pełny, trzyminutowy sygnał.

Incydent z rakietą i brak alarmów

Poranne zdarzenie w Zamościu nabiera dodatkowego znaczenia w świetle tego, co wydarzyło się na Lubelszczyźnie pod koniec lipca br.

W nocy z 29 na 30 lipca rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła w Tarnawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim. Po incydencie okazało się, że system alarmowania ludności nie zadziałał w części regionu tak, jak powinien.

Szczególnie niepokojące w tym kontekście były ustalenia Wirtualnej Polski. Syren nie uruchomiono w 10 z 17 powiatów województwa lubelskiego, mimo że powinny zostać włączone. W powiecie biłgorajskim, gdzie ostatecznie spadła rosyjska rakieta, polecenie uruchomienia syren dotarło do dyżurnego strażaka już po uderzeniu pocisku.

W innym przypadku problemem okazał się czynnik ludzki – dyżurny w powiecie puławskim nie usłyszał w nocy SMS-a dotyczącego prowadzenia nasłuchu i nie obudził się. W powiecie tomaszowskim pracownik z kolei nie zdążył dotrzeć do radiostacji znajdującej się w budynku starostwa.

Szczegóły w artykule: System powiadamiania "leży"? Sytuacja z rakietą go obnażyła. "Urzędnik się nie obudził"

Problemem pozostaje również infrastruktura. Jak ustaliła WP, spośród 364 syren działających w regionie tylko 164 można było uruchomić zdalnie. Do pozostałych urządzeń konieczne było fizyczne dotarcie pracownika.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, kurierlubelski.pl, PAP

NAJNOWSZE Polska