"Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach i tak, jak już na ten temat mówiłem i ostrzegałem od wielu miesięcy. Należy spodziewać się różnych scenariuszy i Polska i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze, jeśli chodzi o sytuację nie tylko na froncie rosyjsko-ukraińskim, ale także na wschodniej flance UE"
- oświadczył Tusk.
Kłamał. I to „międzynarodowo”. Wypowiedział te słowa 10 września, po spotkaniu z szefami rządów państw Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie.
Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej oświadczył w czwartek wprost: "Nie było żadnego „tajnego raportu CIA” na biurku".
Nie było żadnego »tajnego raportu CIA« na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?
– napisał na X.
Podobne informację podał w piątek szef BBN Bartosz Grodecki.
Tak, „tajnego raportu na biurku nie było”. Jestem po rozmowie z Ministrem Koordynatorem, który poinformował mnie o szczegółach swojej wizyty w USA. Informacje te przekazałem następnie prezydentowi
– napisał na X.
Siemoniak przyznał: raportu nie było
Ale, jak się okazuje, jest jeszcze gorzej dla Tuska i obozu rządzącego. Szef BBN Bartosz Grodecki, podczas czwartkowej rozmowy z ministrem koordynatorem specsłużb Tomaszem Siemoniakiem dopytywał o raport. Siemoniak potwierdził, że raportu nie ma - dowiedzieliśmy się w dwóch bardzo wysokiej rangi źródłach w Kancelarii Prezydenta i BBN.
Nie było raportu. Była wizyta Siemoniaka w USA, o której wszyscy wiemy. Siemoniak porozmawiał w Stanach i przekazał premierowi, co usłyszał. Potem przyszedł do BBN i opowiedział o tym, co usłyszał. Ale żadnego raportu nie ma i nie było. Nikt go nie czytał i nie widział
– podkreślają rozmówcy Niezalezna.pl.
Szef BBN Bartosz Grodecki spotkał się w czwartek z ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem. Jak informował wcześniej Grodecki, z inicjatywą spotkania wyszedł minister Siemoniak po powrocie z USA i rozmowie z szefem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Johnem Ratcliffem.
O spotkaniu z szefem CIA minister Siemoniak poinformował w ubiegły wtorek (8 września) na platformie X.
Jestem po bardzo ważnej rozmowie w siedzibie CIA z szefem Johnem Ratcliffem. Przekazałem właśnie premierowi Donaldowi Tuskowi najistotniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa Polski, które wynikają z tego spotkania. Sojusz polsko-amerykański jest silny i niezachwiany. Ścisła współpraca naszych służb specjalnych jest jednym z jego fundamentów. Dziękuję za przyjaźń, dziękuję za wsparcie i zaufanie do Polski
- napisał.
Tusk postanowił zrobić z tego „raport” i przekazał to 10 września międzynarodowej opinii publicznej. Tu dochodzimy do kolejnego kłamstwa Tuska. Mówił, że otrzymał „raport” w „ostatnich godzinach”. Trudno stwierdzić, że informacje z 8 września, przekazane 10 września to „ostatnie godziny”. Pisemny raport udałoby się przekazać "zdalnie" premierowi dużo szybciej. Siemoniak po prostu zdał premierowi relację ze swojej wizyty
Strona rządowa już wycofuje się z kłamliwej narracji. Wiceszef MSZ Marcin Bosacki, dopytywany o to, czy na biurku Donalda Tuska znalazł się faktycznie tajny dokument od szefa CIA, stwierdził, że chodzi o informacje, które premierowi przekazał koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak po swojej wizycie w USA.
W ubiegłym tygodniu minister Siemoniak był w Waszyngtonie, spotkał się z szefem CIA. Szef CIA przekazał mu informacje, jak podkreślił sam Siemoniak, ważne dla bezpieczeństwa Polski. Minister Siemoniak niezwłocznie przedstawił te informacje premierowi. Nie ma w tym żadnego kłamstwa, nie ma w tym żadnej przesady
— tłumaczył Bosacki w TVN 24. Nie ma więc już "raportu", są "informacje".