Tomasz Rzymkowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości:
Można powiedzieć, że kadencja pani profesor Małgorzaty Gersdorf była burzliwa. Była bardzo spektakularna, jeśli chodzi o zwroty akcji i trudno jest mi znaleźć jakieś analogie w przeszłości, jeśli chodzi o drugą tak burzliwą kadencję pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, jak w jej przypadku. Myślę, że powodem tego było usytuowanie jej w głównej osi konfliktu, w którym ona również uczestniczyła. Pani Gersdorf zostanie zapamiętana także ze swojego ogromnego zaangażowania politycznego, co też również rzadko się zdarzało, jeżeli chodzi o pierwszych prezesów Sądu Najwyższego.
Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości, Solidarna Polska:
Była to kadencja, w której Małgorzata Gersdorf pokazała oblicze Sądu Najwyższego, który jest odporny na demokratyczne wyniki wyborów. Sądu Najwyższego, który jest bastionem wszystkiego tego, czego Polacy nie chcą w polskim sądownictwie. Jednocześnie poprzez swoje bezpośrednie zaangażowanie po stronie opozycji, wraz z częścią środowiska sędziowskiego pokazała, że niestety liderzy polskiego środowiska sędziowskiego, którzy po 1989 roku stworzyli, jak sami powiedzieli - kastę, po prostu oderwali się od społeczeństwa. Oderwali się od tego, że w Polsce władze sprawuje naród, udzielając poparcia poszczególnym osobom w wyborach. Z drugiej strony bardzo smutnym elementem jej działalności jest to, że, aby bronić tego bastionu oderwania od polskich obywateli, zdecydowała się porzucić propaństwową postawę. Szczególnie w zakresie tego, że Polska jest suwerennym państwem, które nie musi słuchać zewnętrznych poleceń, jak również w zakresie tego, że polskie spory, nawet jeśli są gorące, powinniśmy rozwiązywać w Polsce. Tutaj również można powiedzieć, że próbowała oddać część naszej suwerenności Unii Europejskiej, która bezprawnie próbuje ingerować w polskie sprawy związane z sądownictwem.
Jan Filip Libicki, senator Polskiego Stronnictwa Ludowego:
Uważam, że wielką zasługą pani Gersdorf jest przede wszystkim to, że obroniła swoją kadencję konstytucyjną, którą Prawo i Sprawiedliwość za wszelką cenę chciało naruszyć. To jest na pewno wielka zasługa pani profesor Gersdorf i z całą pewnością będzie to zapisane zarówno w historii Sadu Najwyższego, jak i historii polskiego prawa w ogóle. Oczywiście podczas tej prezesury było przynajmniej jedno takie wydarzenie, które mnie zdziwiło. To znaczy, kiedy pani Gersdorf nie uznając sędziów dublerów w Trybunale Konstytucyjnym, udała się jednocześnie na uroczystość zaprzysiężenia jednego z takich sędziów. To był pewien brak konsekwencji w tym jej postępowaniu i takich sytuacji było kilka, co nie zmienia faktu, że to, że obroniła swoją kadencję, jest rzeczą podstawową, fundamentalną i za to należą jej się słowa uznania.
Dr Tymoteusz Zych, prawnik, wiceprezes Ordo Iuris:
Kadencję pierwszej prezes Sądu Najwyższego trudno ocenić w kilku zdaniach. Ta kadencja była w pewnym sensie niewykorzystaną szansą, chociaż były takie próby ze strony pani Małgorzaty Gersdorf, żeby w inteligentny sposób włączyć się w reformę wymiaru sprawiedliwości i ją współkształtować. A widać było na podstawie publicznych wypowiedzi, że samą potrzebę zmian w wymiarze sprawiedliwości prezes Gersdorf dostrzegała. Kadencja pani Gersdorf to także okres, kiedy doszło do wydania orzeczeń kontrowersyjnych z perspektywy konstytucyjnej pozycji rodziny i wolności obywatelskich – przy czym nie we wszystkich przypadkach prezes miała na nie wpływ. To chociażby orzeczenie w sprawie łódzkiego drukarza. Postanowienie, które zostało wydane i które zakładało, że drukarz nie może odmówić wykonania usługi, która w jego rozpoznaniu jest nieetyczna. To także wydana w odpowiedzi na pytanie profesor Gersdorf kontrowersyjna uchwała o statusie relacji jednopłciowych. Budzą one wątpliwości, czy są stosowaniem prawa, czy są po prostu tworzeniem tego prawa.