W nocy miał miejsce bezprecedensowy atak Iranu na Izrael, pierwszy bezpośredni w historii, będący odwetem za ostrzelanie irańskiej placówki dyplomatycznej w Damaszku, w którym zginęło kilku irańskich oficerów. Sytuacja jest bardzo napięta. Na okoliczność odwetu ze strony Jerozolimy, Teheran odgraża się kolejnymi działaniami zbrojnymi. Stany Zjednoczone wyraziły jednoznaczne poparcie dla obrony Izraela, odwodząc jednocześnie od decyzji odwetowych.
Jak mówił w Telewizji Republika były minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, „wiele wskazuje na to, że będzie to miało dramatyczne konsekwencje rozwoju wojny na Bliskim Wschodzie”. - Ten atak - oprócz Iranu - był realizowany z Iraku i innych dwóch państw. Zademonstrowano porozumienie co do ataków na Izrael - zauważył.
Tłumaczył postawę Ameryki:
„Jest zapowiedź odpowiedzi ze strony Izraela, natomiast pojawia się kwestionowanie tej odpowiedzi ze strony Stanów Zjednoczonych. To zupełnie zrozumiałe, bo prowadziłoby to do rozwoju wojny. A to mogłoby prowadzić już wprost do wojny światowej”.
Macierewicz podkreślił też, że „Iran jest ściśle związany z Rosją i nie ma wątpliwości, że wsparcie stamtąd płynie”.
- To wszystko jest konsekwencją procesu ataku na cały świat, który zaczął się 10 kwietnia 2010 roku
- mówił.
Powtórzył, że „wszyscy kompetentni politycy mają świadomość, że zamach smoleński był początkiem agresji rosyjskiej nie tylko na Polskę, ale także na cały Zachód”.