Posłowie Lewicy zwrócili się z pytaniami do Trzaskowskiego 20 kwietnia br. w związku z tym, że otrzymali niepokojącą informację o drastycznym pogorszeniu się warunków pracy kierowców zatrudnionych w świadczącej usługi dla miasta spółce Arriva Bus Transport Polska.
- czytamy w liście Zandberga i Biejat do prezydenta stolicy.
Z informacji posłów wynikało ponadto, że kierowcom - niezgodnie z prawem - miał zostać wydłużony okres rozliczeniowy do 12 miesięcy. W liście posłowie przytoczyli zapis ustawy o czasie pracy kierowców, w którym stwierdzono, że obowiązujący tych pracowników okres rozliczeniowy nie może przekroczyć 4 miesięcy. Jak podkreślili, celem tego zapisu jest troska nie tylko o kierowców, lecz także o pasażerów i bezpieczeństwo ruchu drogowego.
Posłowie zapytali m.in., czy władze Warszawy miały wiedzę o cięciach pensji kierowców, a także czy były świadome zmian w okresie rozliczeniowym i tolerowały tym samym łamanie przepisów. Zapytali również, czy ratusz wyciągnie konsekwencje wobec spółki w związku z tymi informacjami.
Jak podała Biejat, odpowiedź ratusza datowana na 8 czerwca br. do biura posłów wpłynęła... w tym tygodniu. Na przełomie czerwca i lipca doszło natomiast do dwóch wypadków miejskich autobusów, których kierowcami byli pracownicy Arrivy.
Zastępca prezydenta Warszawy Robert Soszyński w odpowiedzi napisał, że władze Arrivy nie informowały stołecznego Zarządu Transportu Miejskiego o zmianach w sposobie wynagrodzeń i rozliczania czasu pracy pracowników.
Wiceprezydent zaznaczył jednocześnie, że przewoźnikowi nie zmieniono stawek za wozokilometr ani wielkości pracy w związku z ograniczeniami wynikającymi ze stanu epidemii.
Biejat zwróciła uwagę, że spółka obcięła pensje kierowców i wydłużyła im czas pracy pod pretekstem kryzysu, a tymczasem z odpowiedzi Soszyńskiego wynika, że nie było ku temu podstaw, bo miasto wypłaca Arrivie należności zgodnie z umową.
Jednocześnie, jak oceniła posłanka, z tej odpowiedzi wynika, że "miasto uchyla się od odpowiedzialności za łamanie praw pracowniczych w firmie, której zleca wykonanie usług publicznych".
Biejat przypomniała, że kierowcy Arrivy, którzy spowodowali dwa wspomniane wypadki, zażywali środki psychoaktywne. Wskazała, że miasto podjęło zatem działania w kwestii używania narkotyków, ale już nie w kwestii warunków pracy kierowców.
Jedno ze zdarzeń z udziałem autobusu Arrivy to tragiczny w skutkach wypadek na moście Grota-Roweckiego, w którym zginęła pasażerka, a ok. 20 osób zostało rannych.
Kierowca tego autobusu był pod wpływem amfetaminy. Miasto po wypadkach zawiesiło czasowo współpracę z Arrivą. Jej autobusy decyzją ZTM wróciły na stołeczne ulice w sobotę.