Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Lektor AI. Proces bez precedensu w warszawskim sądzie. Powołano biegłego

Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o powołaniu biegłego z dziedziny badań fonoskopijnych w precedensowym procesie o bezprawne wykorzystanie głosu lektora przy użyciu sztucznej inteligencji. Kolejne posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 10 kwietnia.

Pierwsza rozprawa w tym procesie odbyła się w piątek w Wydziale Własności Intelektualnej warszawskiego Sądu Okręgowego. Spór dotyczy naruszenia dóbr osobistych lektora Jarosława Łukomskiego przez spółkę JFC POLSKA, która w reklamie swoich produktów miała wykorzystać bez jego wiedzy i zgody cyfrowy model jego głosu. Lektor współpracuje z prowadzącą internetowy bank głosów firmą Mikrofonika, z którą około dwa lata temu podpisał również wyłączną umowę dotyczącą próby stworzenia cyfrowego modelu jego głosu.

Podczas piątkowego posiedzenia sąd przesłuchał dwóch świadków: prezesa firmy Mikrofonika Tomasza Bartosa oraz jednego z jego współpracowników. Obydwaj zajmowali się śledzeniem w internecie reklam, które stanowią przedmiot niniejszego sporu.

Bartos wyjaśnił, że prowadzony przez Mikrofonikę projekt stworzenia cyfrowego modelu głosu pięciu lektorów, w tym m.in. Jarosława Łukomskiego, ma przede wszystkim cel badawczy. Zaznaczył, że prace nad dotychczasowym modelem zostały zawieszone, jednak sam projekt jest przez firmę kontynuowany. Prezes Mikrofoniki był pytany, czy stworzenie cyfrowego modelu głosu w oparciu o próbki, które nie zostały nagrane w warunkach profesjonalnych, lecz pochodzą np. z programu telewizyjnego byłoby możliwe. Stwierdził, że „jak najbardziej”, przy odpowiedniej obróbce jakość takiego materiału mogłaby być taka sama.

Wiedział, że to AI, ale...

Sędzia SO dr Sylwia Wit vel Wilk zdecydowała także o wysłuchaniu obecnych na posiedzeniu stron: powoda Jarosława Łukomskiego oraz prezesa zarządu pozwanej spółki Mirosława Majewskiego.

Majewski zaznaczył, że gdy dowiedział się o sytuacji, był zaskoczony. Jak mówił, wiedział, że w reklamie użyty został głos wykreowany przez AI, ale nie wiedział, że głos ten należy do „znanego lektora”. Dodał, że pracą nad materiałami reklamowymi zajmował się pracownik, który obecnie zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi i z którym nie ma on z tego powodu kontaktu.

W wygłoszonym przed dziennikarzami oświadczeniu Majewski podkreślił, że spółka „nie miała intencji naruszenia praw jakiejkolwiek osoby”, a w spornych materiałach nie pojawiły się ani dane osobowe lektora, ani jego wizerunek. Jak mówił, materiały te „nie były tworzone w celu identyfikacji konkretnej osoby”, a miały charakter „informacyjno-reklamowy, dotyczyły wyłącznie działalności i produktów spółki”. - Byliśmy przekonani, że postępowaliśmy zgodnie z prawem - stwierdził.

Dodał, że po otrzymaniu wezwania spółka „niezwłocznie wstrzymała” publikację spornych materiałów i kilkukrotnie proponowała polubowne rozwiązanie sporu, w tym mediacji. - Z przykrością muszę stwierdzić, niestety, druga strona nie wyraziła chęci do rozmów - dodał Majewski.

Lektor: Nigdy nie przeczytałbym tekstu w taki sposób

Reprezentująca Łukomskiego mec. Wiktoria Stasiewicz w rozmowie z dziennikarzami powiedziała, że po przesłaniu wezwania trwały rozmowy ugodowe, które jednak „nie zakończyły się pozytywnie”, w związku z czym pełnomocnicy Łukomskiego zdecydowali się złożyć pozew. Drugi z pełnomocników lektora mec. Tomasz Ejtminowicz dodał, że jego klient „odbiera postawę strony pozwanej jako bardzo arogancką”. - Na początku byliśmy bardziej spolegliwi, ale postawa arogancka skłoniła nas do tego, żeby roszczenia były bardziej adekwatne - dodał.

Ejtminowicz przekazał, że od pozwanej spółki oczekują zadośćuczynienia za doznaną przez Łukomskiego krzywdę moralną w kwocie 50 tys. zł, zapłaty 102 tys. zł z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia się przez firmę oraz przeprosin i zaprzestania naruszenia dóbr osobistych lektora. Mec. Stasiewicz powiedziała dziennikarzom, że kampanie reklamowe na Facebooku, w których wykorzystywane były będące przedmiotem sporu reklamy, zakończyły się. Jak dodała, wciąż znajdują się one jednak w bibliotece reklam platformy. - Wiemy, że kampania była jeszcze prowadzona po zakończeniu rozmów ugodowych - zauważyła radczyni prawna.

Podczas rozprawy Jarosław Łukomski pytany był o cechy głosu wykorzystanego w będących przedmiotem sporu reklamach. - Tembr zidentyfikowałem w ułamku sekundy i nie miałem żadnych wątpliwości, że to brzmi jak mój głos - podkreślił. Wyjaśnił, że lektorzy sięgają jednak po szereg środków, które pozwalają im uzyskać określony efekt emocjonalny. - Nigdy nie przeczytałbym tego tekstu w taki sposób. Był przeczytany w sposób robotyczny, z nieprawdziwym rozłożeniem akcentów - ocenił.

Taki proces to precedens w Polsce

Przewodnicząca rozprawie sędzia zaznaczyła, że toczący się spór ma na gruncie polskim charakter precedensowy, jednak tego typu sprawy działy się już ma świecie. Zwróciła także uwagę, że w przypadku sprawy o naruszenie dóbr osobistych na pozwanym spoczywa obowiązek udowodnienia, że jego działanie było zgodne z prawem.

Wit vel Wilk zdecydowała się przychylić do wniosku stron o powołanie biegłego z dziedziny badań fonoskopijnych, który ma wypowiedzieć się m.in. w kwestii stopnia podobieństwa głosu wykorzystanego w reklamie do głosu Jarosława Łukomskiego. Pełnomocnicy pozwanej spółki wnioskowali także o powołanie biegłego z zakresu marketingu i reklamy, który miałby wypowiedzieć się w kwestii rozpoznawalności głosu lektora w spornych materiałach.

Sędzia poinformowała, że decyzję co do powołania drugiego biegłego podejmie na posiedzeniu niejawnym lub na następnym zaplanowanym posiedzeniu w tej sprawie - 10 kwietnia, po zapoznaniu się z opinią pierwszego biegłego.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane