Na sali sądowej, gdzie trwa rozprawa ws. Funduszu Sprawiedliwości głos zabrał pierwszy z oskarżonych. Ks. Michał Olszewski odniósł się do "niechlujstwa prokuratury".
– Nie jestem prawnikiem. Nie rozumiem, w swoim subiektywnym odczuciu, pod jakimi zarzutami zostałem aresztowany, pod innymi zarzutami przedłużano mi środek zapobiegawczy, z innymi zarzutami opuściłem zakład karny, a jeszcze inne zarzuty usłyszałem w akcie oskarżenia. Nie rozumiem treści aktu oskarżenia, wielokrotnych pomyłek pana prokuratora, który regularnie mylił nazwę mojej fundacji, wskazując, że jest to "fundacja Pe". Zostały pomylone daty co do umów i aneksów. Ten skrót, który według kodeksu prawa karnego powinien być skrótem zrozumiałym, stał się dla mnie kompletnie niezrozumiały – zaczął sercanin.
"To było uwłaczające"
– Jest też dla mnie bardzo trudne, że staję tutaj jako obywatel z domniemaniem niewinności, a spotykam się z takim niechlujstwem, gdzie nawet prokurator nie jest w stanie wymówić poprawnie nazwy fundacji Profeto.pl. Gdybym się nie domyślił, że chodzi o mnie, pomyślałbym, że nie powinienem tutaj siedzieć na sali. To było uwłaczające – zaznaczył duchowny.
Podkreślił, że nie przyznaje się do żadnych zarzucanych mu czynów. – Nie popełniłem żadnego z wymienionych przestępstw z aktu oskarżenia – podkreślił ks. Olszewski.
Poprosił również sąd o możliwość skorzystania z przysługującego mu prawo do odmowy składania składania zeznań. – Pierwszy powód, dla którego na tym etapie procesu odmawiam składania wyjaśnień, to moje zdrowie. Cierpię na zespół stresu pourazowego w wyniku zatrzymania i niehumanitarnego traktowania, co zostało stwierdzone przez Rzecznika Praw Obywatelskich - zarówno w okresie pierwszych dni po zatrzymaniu, jak i do pewnego momentu w areszcie – wyjaśnił.
Nękani przez służby
Kontynuował mówiąc, że od momentu opuszczenia zakładu karnego jest nękany przez służby, w szczególności ABW. - Nękani są moi rodzice. Choćby moja mama, która została przeszukana przez ABW w podejrzeniu o pranie pieniędzy z powodu drobnych kwot, które wysyłała mi jako ofiarę na mszę świętą. Moi rodzice są nękani przez policję, jak choćby w zeszłą sobotę o godzinie 19.00. Zostali najechani przez policję - dokładnie przedwczoraj, w sobotę - tylko pod pretekstem sprawdzenia, czy mieszkają pod tym samym adresem – przekazał.
Odniósł się także do słów prokuratora Ryszarda Pęgali, który twierdził, że w 2025 roku śledztwo przeciwko Profeto.pl nie było prowadzone. – Większość świadków, którzy byli moimi współpracownikami, w odstępach dwumiesięcznych przez cały rok 2025 byli regularnie nękani przez ABW przeszukaniami o szóstej rano. Skończyło się to w jednym przypadku potężnym zawałem serca, problemami rodzinnymi i innymi. Kuriozum tego działania pokazuje fakt, że ABW o szóstej rano przeszukiwało kobietę, która prowadziła korektę ortograficzną moich książek, czy też człowieka, który raz w życiu przechowywał mi opony zimowe. Sam jestem przekonany, że w ciągu tego roku służby "towarzyszyły mi" choćby na spacerach czy bieganiu z moim psem. Z tego powodu moje zdrowie jest w złym stanie, a lekarz, który jest byłym wojskowym, boi się wystawić takie zaświadczenie, gdyż boi się represji ze strony byłych przełożonych – wyjaśnił ksiądz.
Ostra krytyka prok. Woźniaka
Ks. Olszewski odniósł się także do swoich pierwszych spotkań z prokuratorem Piotrem Woźniakiem i poskarżył się na jego zachowanie.
– Od pierwszego dnia w prokuraturze znęcał się nade mną, gdy przywieziono mnie z tzw. dołka. Kazał funkcjonariuszom ABW wprowadzić mnie do takiego małego pokoju, w którym była klatka z pryczą więzienną, po czym przyszedł prok. Woźniak. Nie przedstawił się, kim jest. Dopiero później dowiedziałem się, że jest prokuratorem. Myślałem, że to jest woźny. Podszedł do tej klatki i powiedział mi następujące słowa, w bardzo szyderczy sposób: „Panie Olszewski, bardzo przepraszam za te niewygody w tej klatce, za tę niewygodną pryczę. Na pewno pan trafi po decyzji sądu do więzienia. Wtedy dopiero postaramy się, żeby zapewniono panu w więzieniu wszystkie wygody”. Później, gdy w więzieniu przychodzili do mnie funkcjonariusze i mówili, że chcieliby mi ulżyć i chcieliby przekazać listy od rodziny albo nową książkę, to stwierdzali, że nie mogą tego uczynić, bo są tu kamery, a prokurator zakazał tego. Pierwszy list od najbliższych, który został wysłany dzień po moim aresztowaniu, od moich małych bratanków, otrzymałem po trzech miesiącach. A listy od wiernych, napisane dużo później, otrzymałem o wiele wcześniej, bo już po trzech tygodniach. Od funkcjonariuszy dowiedziałem się, że list od bratanków trzymany był pod nakazem. Nie chcę opowiadać dłużej – wyjaśnił.