Hulajnogi na minuty poznaniacy mogą wynajmować za pomocą aplikacji. Ich zaletą miał być fakt, że nie trzeba ich odstawiać do żadnych stacji, czy punktów, a można zostawić je w dowolnym miejscu w mieście. Okazało się po krótkim czasie, że nie do końca zdaje to egzamin, ponieważ użytkownicy zostawiają je na środku chodnika, na przejściu dla pieszych, czy w samym środku mostu. W sieci pojawiły się również fotografie hulajnóg leżących na trawie, stojących na dachu samochodu, czy leżących w fontannie.
To jednak nie jest największy minus tej atrakcji, która przecież miała ułatwić Poznaniakom życie. Nie jest nim nawet cena, która ostatecznie wydaje się być dość spora - wypożyczenie hulajnogi to koszt 2 złotych, każda minuta jazdy dodatkowe 50 groszy. Okazuje się, że spora część z 200 urządzeń, w które zainwestowało miasto zostało uszkodzonych, bądź całkowicie połamanych.
Z pewnością jest to wina nieodpowiedniego użytkowania, ale Poznaniacy zwracają też uwagę, że o wadliwych hulajnogach firmy Lime pisano już w amerykańskich mediach kilka miesięcy temu. Biorąc pod uwagę fakt, że system w Poznaniu działa zaledwie od 4 grudnia, to prezydent Poznania albo nie wiedział wcześniej o tych doniesieniach, albo po prostu je zignorował.
Na facebookowym profilu "Spotted: MPK Poznań" w czwartek o 18.00 zorganizowano nawet ankietę z pytaniem: "Czy hulajnogi na minuty powinny zniknąć z Poznania, bo mieszkańcy nie potrafią z nich korzystać?".

Może opinia poznaniaków uświadomi prezydentowi Jaśkowiakowi, że na siłę z Poznania nie uczyni europejskiej stolicy.