Zacznijmy od końca, czyli od tego, że Donald Tusk się przejadł czy może precyzyjniej, zdecydowanie się przejada. Niby Koalicja Obywatelska wygrywa w sondażach, niby oficjalnie członkowie partii wyrażają z tego powodu urzędowy entuzjazm, ale uwiąd przystawki PSL czy anihilacja przez rozdrobnienie Polski 2050 bez Szymona Hołowni pokazują, że na przyszłe rządy szanse topnieją. Syrenę alarmową włączył państwowy i zawsze prorządowy CBOS, publikując notowania Donalda Tuska, ale nie tylko. Czy Polacy są zadowoleni, że lider Koalicji Obywatelskiej jest premierem? 54 proc. nie jest, a zaledwie 35 proc. wyraża entuzjazm. Czy Polacy popierają politykę gospodarczą rządu? 53 proc. jest na nie, 34 proc. ją popiera. Pamiętajmy, że mówimy o CBOS powołanym do życia przez Wojciecha Jaruzelskiego, żeby służył liczbami władzy, o CBOS, który wciąż jest finansowany przez kancelarię premiera, Sejmu i Senatu. To coś znaczy.
Mało kto chce euro, a rzecznik rządu to manipulator
Przykłady, że Tusk się przejadł (czy precyzyjniej – przejada, bo przecież proces erozji trwa) można z łatwością mnożyć. Mnie urzekła część elektoratu tradycyjnie należąca w większości do KO, czyli przedsiębiorcy. Ciekawy sondaż opublikowała „Rzeczpospolita”, która „pisowskim” medium z pewnością nie jest, a nazwisko samego Georga’a Sorosa pojawia się wśród osób mających pośredni wpływ na wydawcę dziennika. Ale co do sondażu: Koalicja Obywatelska na różne sposoby przekonuje do wprowadzenia w Polsce euro, co miałoby według tej strony politycznej sceny cudowny wpływ na gospodarkę. Według świeżego pomiaru aż 66 proc. szefów średnich i dużych firm jest przeciwko wprowadzeniu euro, a za – zaledwie 23 proc. Jakby przedsiębiorcy nie chcieli jednak daleko idącej integracji z Unią Europejską!
Kłamstwa, którymi drużyna Tuska wprowadziła wyborców w knieje, a które pozwoliły tej formacji wygrać koalicyjnie wybory, wracają jednak w pytaniach od dziennikarzy, ale też od zwykłych ludzi. Premier próbował bagatelizować sprawę, że „oj, tam, oj tam, wybrało nas 30 proc., więc spełniłem 30 proc. ze 100 konkretów”. Ale po pierwsze – władzę dostał całą, a nie 30 proc., a po drugie, nie zrealizował oczywiście tylu konkretów, więc po raz kolejny minął się z prawdą. Przełomem w komunikacji z odbiorcami miał być rzecznik rządu Adam Szłapka. No cóż, w pewnym sensie możemy to uznać za przełom, ale chyba nie o to chodziło. Nie ulega wątpliwości, że rzecznik Szłapka manipuluje jak najęty. To nie jest opinia, tylko fakty. Opinią może być porównywanie go ze znanym z kłamstw rzecznika komunistów Jerzym Urbanem, ale faktem jest, że ta wyjątkowo ohydna moralnie postać była inteligentna i bywała błyskotliwa. Tego nie odważyłbym się powiedzieć o Szłapce.
Toksyczna pożyczka SAFE
Serwis Demagog (z pewnością nieprawicowy) przeanalizował 19 oficjalnych wypowiedzi rzecznika rządu Tuska. Kłamstwem było osiem wypowiedzi, manipulacją pięć, częściową prawdą jedna, a prawdą cztery. Taki wynik to w zasadzie katastrofa i koniec rządu, mówimy jednak o gabinecie Tuska, realizującym demokrację walczącą, czyli, jak podsumował sędzia Dariusz Łubowski, z kryptodyktaturą, więc dla tego obozu i dla tych wyborców ciągle jest to akceptowane. Na jeszcze inny element w komunikacji rządowej zwróciłbym uwagę przy sprawie wyjątkowo toksycznej pożyczki SAFE. Tu próbuje się, a właściwie już narzuca, narrację będącą konglomeratem histerii i szantażu – oczywiście wszystko na fundamencie kłamstwa. Tusk razem ze swoją ekipą doskonale zdaje sobie sprawę z dwóch kluczowych kwestii, ale żadnej nie artykułuje. Po pierwsze – pożyczka z wielu powodów jest niekorzystna, zmienne oprocentowanie, brana w obcej walucie, z mechanizmem warunkowości, czyli dostaniemy kolejną transzę „wtedy, gdy będziemy chcieli” – to zwykła pułapka. Po drugie, może ważniejsze, zadłużenie jest korzystne dla Niemców, co wyraźnie pokazał ambasador Niemiec Miguel Berger, siedząc w Sejmie i pilnując, żeby wszystko poszło, jak powinno. I na tym etapie dopilnował.
Ustawa może jednak zostać zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego, co nie podoba się Tuskowi i Niemcom. Jednocześnie premier doskonale zdaje sobie sprawę, że merytoryczna dyskusja nad SAFE jest dla Koalicji Obywatelskiej arcyniebezpieczna, bo pokazuje, że to w istocie zakładanie sobie przez Polaków dobrowolnie i nie do końca świadomie ekonomicznego stryczka na szyję. Dlatego prace nad projektem były prowadzone w ekspresowym tempie, a sam dokument z załącznikami w zasadzie niedostępny nawet dla posłów (nie żartuję). Podpisywanie kredytu bez znajomości warunków kredytu nie jest roztropne, ale będzie z pewnością korzystne, tyle że dla Niemców.
Pełno manipulacji
Jak walczyć, skoro nie ma się argumentów? Spokojnie, są jeszcze histeria i szantaż. Ten kanał komunikacji uruchomił przy sprawie SAFE rząd. Narracja „grupy pochylonej nad korytem” jest następująca: jeśli ktoś jest przeciw SAFE i nie chce podpisania tej ustawy, to jest zdrajcą i ruską onucą. Ktoś taki jest przeciw polskiemu wojsku, bezpieczeństwu i przeciw Polsce w ogóle. Takie właśnie formułki w nieskomplikowanych formach przekazuje Szłapka. Nie ma argumentów, więc pozostają inwektywy i histeria.
Na koniec przykra dla Tuska informacja. Profil badający nastroje osób komentujących sprawę SAFE wskazał jednoznacznie, że mimo medialnej przewagi obozu koalicji sprawa pożyczki jest dla opinii publicznej przegrana: 60 proc. komentarzy krytycznych, 34 proc. akceptujących. Komunikacja rządu jest dokładnym odzwierciedleniem intencji tego układu władzy.
🚨🚨🚨Polacy do prezydenta:
— GP Codziennie (@GPCodziennie) February 22, 2026
NIE dla SAFE❗️❗️❗️
Sprawdź najnowsze wydanie #GPcodziennie!
Gazeta jest również dostępna na stronie 👉 https://t.co/NGuZyAXV2W pic.twitter.com/G0Ns85CE5W