Jak podkreśliła była premier, w formacji koalicyjnej, zwłaszcza w momencie rekonstrukcji rządu, czymś naturalnym są różnice zdań wynikające z różnic programowych.
- W takich chwilach musimy przedefiniować i dostosować priorytety uprawianej polityki, ale nie zapominajmy, że ostatecznym celem jest stworzenie sprawniejszego rządu, by skutecznie realizować nasz program. Podobną zapowiedź usłyszałam z ust premiera Mateusza Morawieckiego, który chce szybciej podejmować kluczowe decyzje. Po ostatnich wyborach faktycznie jego gabinet mocno się rozrósł. Rozumiem, że nastąpiła refleksja - powiedziała Szydło.
Dopytywana o informacje dotyczące tego, że jednym z celów rekonstrukcji rządu ma być wzmocnienie roli Komitetu Stałego Rady Ministrów, odpowiedziała że nie sądzi, aby jego rola zmalała. [polecam:ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwahttps://niezalezna.pl/351770-pis-neci-przedstawicieli-opozycji-rozmowy-koalicyjne-powoli-sie-zaostrzaja]
Dodała, że trudno powiedzieć "w jaką stronę pójdzie Mateusz Morawiecki, ale ministerstwa muszą mieć pewną autonomię w wyznaczaniu długofalowych kierunków prowadzonej przez siebie polityki".
- Nie wyobrażam sobie, aby minister konstytucyjny nie miał wpływu na to, w jaki sposób jego resort współtworzy politykę rządu. W końcu to jego odpowiedzialność wynikająca z ustawy zasadniczej
- stwierdziła Szydło.
Jak zaznaczyła, nie da się również zlikwidować konsultacji międzyresortowych, które czasami spowalniają prace, ale są wymogami legislacyjnymi w Polsce.
- Prawdą jest jednak, że mamy obecnie wiele resortów, bardzo rozbudowaną Radę Ministrów, wielu wiceministrów i podmiotów kształtujących prawo - moim zdaniem chodzi o ich konsolidację, a nie cele polityczne - mówiła była premier.
W jej opinii, przy tak dużych reformach często okazuje się, że po czasie wymagają one uzupełnienia, czy doprecyzowania.
- Mówi o tym wprost Jarosław Kaczyński, akcentując konieczność konsolidacji i uwspółcześnienia zarządzania państwem. Na koniec chodzi jednak o to, aby skuteczniej wdrażać nasz program, a nie o to, by zajmować się samą mechaniką rządzenia - stwierdziła Szydło.
Pytana o koalicjantów, którzy obawiają się, że stracą na cięciach, zaznaczyła, że "owszem redukcje będą, ale na nich tracą przecież wszyscy".
Wskazała także, że jeżeli mowa o PiS, to jest on dominującym podmiotem Zjednoczonej Prawicy.
- Stąd też wyższa liczba resortów, która trafi pod nasze skrzydła. Nie oznacza to jednak, że nie będzie można do nich dokooptować wiceministrów z Porozumienia, czy Solidarnej Polski. Dzisiaj musimy pamiętać, że największą siłą Zjednoczonej Prawicy są jedność i wspólny program, któremu nasi wyborcy już wielokrotnie zaufali i który sprawdził się w praktyce. To powinno być nadrzędnym celem w dyskusjach koalicyjnych, a nie to kto, ile i jakich synekur otrzyma
- podkreśliła Szydło.