Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Informowała wolontariuszka, ukarali funkcjonariuszkę. Katarzyna S. nie naruszyła tajemnicy służbowej

Katarzyna S., która usłyszała zarzuty w sprawie ZOO Łączna, nie dowiedziała się o planowanej akcji ze swoich służbowych źródeł - ustalił portal Niezalezna.pl. Informacja ta podważa dotychczasowe ustalenia Prokuratury Okręgowej w Świdnicy i stawia w nowym świetle powody postawienia zarzutów funkcjonariuszce.

O Katarzynie S. głośno zrobiło się przy okazji oględzin w ZOO Łączna, prowadzonych przez Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu od 13 do 16 października br.. Niedługo przed wkroczeniem prokuratura wraz z asystą policji do Zoo Katarzyna S. zadzwoniła do właściciela, Marcina N. i uprzedziła go o planowanej akcji. 

Katarzyna S. informuje o nalocie na zoo w Łącznej

Z rozmowy wynika, że kobieta dzwoniła jako wolontariusza jednej z fundacji, która została poproszona o pomoc - Fundacji Centaurus, ratującej m.in. konie. W organizacji Katarzyna S. pełniła funkcję asystentki zarządu. 

Rano o 7:00 chcą do was przyjechać i odbierać wszystkie zwierzęta. Poprosili o pomoc fundację, rozlokowali, zrobili listę - które zwierzęta gdzie jadą... Mało tego: małpy od was mają jechać do jakiejś pani Iwony, która prowadzi minizoo, gdzie są krytyczne warunki. Ale oni już wiedzą, że tam małpy od was pojadą. Wszystko, wszyściutko rozlokowali. Mało tego: plan mają taki, że powiedzieli, że ma pan bardzo krótki zapalnik i że się pan szybko, brzydko mówiąc, wku***. Liczą na to, że pana sprowokują, że pan się rzuci z rękami na jakiegoś funkcjonariusza, zostanie pan we wtorek zatrzymany i wtedy odbiór zwierząt nastąpi bez pana obecności

– powiedziała Marcinowi N. Katarzyna S..

W rozmowie nadmieniła również, że najcenniejsze okazy ze zwierzyńca, w tym tygrys, jadą do Holandii. Dodała też: „Ja mam nadzieję, że mnie Pan gdzieś tam nie nagrywa, bo ja tak naprawdę z partyzanta dzwonię”. 

Rozmowa, jeszcze przed planowaną interwencją, została bez anonimizacji opublikowana w social mediach i rozniosła się lotem błyskawicy. W tym samym czasie "wyciekły" również screeny z czatów aktywistów, dzielących "łupy" z Łącznej między siebie i zapewniających się wzajemnie o tym, że "prokuratura likwiduje zoo". 

Prokuratura zdementowała jednak stanowczo tę informację, jakoby celem czynności było zamknięcie placówki.

Kto ujawnił dane wolontariuszki?

Trzeci dzień wspólnej akcji prokuratury oraz aktywistów w zoo Łączna, pod wpływem miażdżącej krytyki i niewygodnych pytań o zezwolenia, kompetencje i zgody, przyniósł szereg decyzji o wycofaniu się z działań. Fundacja Centaurus była jednym z NGO-sów, które odcięły się od odpowiedzialności za kształt i przebieg prokuratorskiej interwencji, co wyjaśniła w obszernym komunikacie na FB.

W międzyczasie nasza Kasia prywatnie podjęła kroki zgodne z własnym sumieniem. Ci, którzy wiedzą, o czym mówimy, wiedzą. A pewnie wie już o tym pół Internetu

– przekazał Centaurus, dodając do komunikatu fundacyjny numer telefonu do Katarzyny S..

Prawdziwy rozgłos sygnalistce Katarzynie S. nadała jednak inna fundacja - niesławny DIOZ, co do którego funkcjonowania od dawna mnożą się wątpliwości oraz prowadzone były i są sprawy sądowe. DIOZ nie wahał się przed opublikowaniem zdjęcia, ujawniającego, że Katarzyna S. jest policjantką w służbie czynnej i że pochodzi z Kamiennej Góry. Smaczku sprawie dodaje fakt, że Katarzyna S. to była wolontariuszka DIOZ-u, która dziś występuje jako świadek w postępowaniu przeciwko tej organizacji. 

Informowała wolontariuszka, chcą ukarać funkcjonariuszkę

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy szybko połączyła te dwie sprawy: fakt pracy w charakterze funkcjonariusza policji oraz ujawnienie informacji o planowanej akcji. Prokurator Okręgowy w Świdnicy przedstawił Katarzynie S. zarzut poplecznictwa i po przesłuchaniu zastosował wobec niej środek zapobiegawczy w postaci dozoru Policji. Zawiesił ją też w czynnościach służbowych policjanta. 

Podstawą zastosowania tych środków była potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania karnego, związana z brakiem rękojmi zachowania informacji służbowych w tajemnicy w związku z czynnościami przygotowywanymi przez policję. Podejrzana przyznała się do zarzutów i odmówiła składania wyjaśnień. O przedstawieniu zarzutów zostaną poinformowani jej przełożeni

– przekazał w komunikacie rzecznik prok. Mariusz Pindera.

Rzecz w tym, że Katarzyna S. nie ujawniła w rozmowie z Marcinem N. żadnych informacji, w których posiadanie weszłaby w drodze swojej pracy w Policji. Portal niezalezna.pl ustalił, że  faktycznie, Katarzyna S. jest funkcjonariuszką Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze. Równocześnie od 2023 roku nie była w pracy z powodu długotrwałego urlopu po urodzeniu dziecka. Co więcej, jednostka Policji, w której pracuje Katarzyna S., nie miała nic wspólnego z czynnościami prokuratury, przeprowadzanymi w zoo w Łącznej.

Policjanci Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze nie brali udziału w działaniach na terenie ZOO Łączna, w związku z czym nie mieli informacji na temat planowanych czynności

– przekazała nam mł. asp. Katarzyna Trzepak, oficer ds. prasowo - informacyjnych z KPP w Kamiennej Górze.

Na naszą prośbę oficer prasowa wyjaśniła też, że zgodnie z obowiązującymi przepisami i regulacjami wewnętrznymi za popełnienie przewinienia dyscyplinarnego policjant może otrzymać jako karę dyscyplinarną: upomnienie, naganę, ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby na zajmowanym stanowisku, wyznaczenie na niższe stanowisko służbowe, obniżenie stopnia, ostrzeżenie o niepełnej przydatności do służby oraz wydalenie ze służby.

Policjant może ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną również za zachowanie poza służbą. Nie oznacza to jednak, że każda sytuacja z życia prywatnego stanowi przewinienie dyscyplinarne. Każdorazowo należy przeanalizować czy doszło do złamania zasad etyki zawodowej

– doprecyzowała mł. asp. Trzepak.

Niepokojące zbiegi okoliczności wokół przeciwników "animalsów" z Łącznej

Kolejną szokującą informacją, która obiegła media w związku z działaniem Katarzyny S. w sprawie zoo w Łącznej, dotyczyła jej prywatnego czworonoga. Pies miał zostać znaleziony martwy na terenie jej posesji w pół godziny po wypuszczeniu go z domu do ogrodu. Usiłowaliśmy skontaktować się z Katarzyną S. i zweryfikować przebieg zdarzenia, lecz jej telefon niestety nie odpowiada. 

Z ustaleń policjantów wynika, że miało dojść do nieszczęśliwego wypadku - potrącenia zwierzęcia, które miało znajdować się poza posesją. Funkcjonariuszka nie złożyła w tej sprawie żadnego zawiadomienia

– przekazała nam oficer prasowa Katarzyna Trzepak z komisariatu w Kamiennej Górze.

Niedługo potem Fundacja Centaurus, w której szeregach działa Katarzyna S., poinformowała o tym, że ktoś umyślnie zniszczył ogrodzenie wokół wybiegu, gdzie pasły się ratowane przez nich konie. Skutek mógł być tragiczny - klacz Bianka sforsowała uszkodzony płot i o mały włos nie utonęła w błocie, w które zapadła się aż po brzuch.

W niedzielę dostęp do swojego konta na FB stracił Jakub Święcki - autor strony Świat Zwierząt Egzotycznych, która publikowała najświeższe informacje dotyczące zoo Łączna oraz obszerną dokumentację nieprawidłowości związanych z interwencją prokuratury oraz aktywistów "prozwierzęcych". Zostało ono zhackowane i usunięte.

Próbę przejęcie konta na FB zgłosił również autor strony na FB "koniec DIOZ-u". 

Doradca Marcina N., właściciela zoo w Łącznej, i do niedawna pełnomocnik ogrodu zoologicznego, dr inż. Marta Zając - Ossowska, opublikowała w związku z tymi zdarzeniami tajemniczy komunikat.

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska