Przez lata pozostawał jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce. Posiadał doskonałe relacje na szczytach władzy, finansował sport i kulturę. Swego czasu majątek 70-letniego dziś Ryszarda Krauzego, kontrolującego swoje imperium z legendarnego 40. piętra warszawskiego hotelu Marriott (dziś to hotel Presidential), był szacowany nawet na kilka miliardów złotych. Posiadał spółki z branży farmaceutycznej, deweloperskiej, finansowej czy IT.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Jednak to dzięki inwestycji w sektor naftowy miał stać się multimiliarderem i międzynarodowym graczem na tym rynku. Kontrolowana przez niego spółka Petrolinvest zdobyła bowiem koncesje na poszukiwania ropy naftowej w Kazachstanie i Rosji. Spekulowano, że znajdują się tam złoża o wartości wielu miliardów dolarów.
Imperium Krauzego się chwieje
Potrzebne były jednak ogromne pieniądze na kolejne odwierty. Środki na to pochodziły od akcjonariuszy, którzy uwierzyli w naftowy biznes Krauzego, masowo rzucając się do zakupu akcji Petrolinvestu. Jednak poszukiwania ropy kończyły się fiaskiem, a wartość spółki zaczęła spadać. Z kolei w mediach zaczęły pojawiać się informacje o związkach biznesmena z Federacją Rosyjską i roli tamtejszych służb w naftowym interesie, który niemal od początku był monitorowany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW).
Inwestorzy zamiast astronomicznych zysków zaczęli więc liczyć straty. Ostatecznie Petrolinvest został zdjęty z giełdy, imperium Krauzego upadło, a sam biznesmen wycofał się ze spółki i wypadł z listy najbogatszych Polaków. Obecnie gdański sąd po raz kolejny rozpatruje wniosek o upadłość Petrolinvestu.
Od kilku lat wielowątkowe i skomplikowane śledztwo w sprawie działalności tego naftowego przedsiębiorstwa prowadzi też Prokuratura Regionalna w Lublinie. Z ustaleń „GP” wynika, że chodzi o podejrzenie nadużyć i oszustw liczonych w miliardach złotych, do jakich miało dojść w latach 2007–2022. Jednym z badanych wątków jest podejrzenie oszustwa na szkodę 15 tys. inwestorów, którzy nabyli akcje Petrolinvestu, tracąc na tym przynajmniej 3 mld zł.
Według obecnych władz spółki mieli być oni wprowadzeni w błąd, a uzyskane od nich pieniądze zamiast na odwierty, o których publicznie informowano, miały zostać wyprowadzone.
Kolejny wątek dotyczy wątpliwości wokół wyprzedaży najcenniejszych aktywów
Petrolinvestu, w tym między innymi trzech czwartych złoża Shyrak w Kazachstanie, którego wartość renomowana kanadyjska firma doradcza wyceniła na 100 mld dolarów. Śledczy sprawdzają, czy było to działanie na szkodę Petrolinvestu. Jednak wątpliwości budzi sama wartość posiadanych przez naftowe przedsiębiorstwo złóż.
Czy więc działalność Petrolinvestu to wielkie oszustwo, czy spółka została zniszczona, aby przejąć warte miliardy złoża i środki od inwestorów? Śledczy, aby to sprawdzić, wystąpili z wnioskami o pomoc prawną do kilku krajów, w tym do Kazachstanu. Od czerwca 2024 roku postępowanie – w oczekiwaniu na odpowiedź – pozostaje zawieszone.
Władze Petrolinvestu (spółka ma w śledztwie status pokrzywdzonego) twierdzą, że decyzja ta to de facto storpedowanie śledztwa. Z ustaleń „GP” wynika, że wątpliwości może budzić również fakt, że w aktach postępowania nie ma kluczowych materiałów zgromadzonych na temat naftowego przedsiębiorstwa przez ABW, w tym tych wskazujących na rolę francuskiego wywiadu (DGSE), który aktywnie chroni interesy francuskich przedsiębiorstw wydobywających ropę i gaz w Kazachstanie.
Naftowa gorączka wśród inwestorów
16 lipca 2007 roku – tego dnia spółka Petrolinvest, perła w koronie Ryszarda Krauzego, zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Kontrolowała cztery spółki w Kazachstanie posiadające koncesje na poszukiwania i wydobycie ropy i gazu. Obejmowały one – jak wskazywały media w Polsce – bardzo bogate złoże Shyrak, a także między innymi złoża Emba i Żubantam.
To wywołało wśród inwestorów niemal naftową gorączkę, a Krauze został okrzyknięty polskim szejkiem. Cena emisyjna akcji Petrolinvestu wynosiła 227 zł. Jednak bardzo szybko poszybowała, osiągając na zamknięcie debiutu 590 zł. Tylko w tym jednym dniu majątek Krauzego urósł o miliard złotych.
To był jednak dopiero początek. Apetyty inwestorów rozbudziły pierwsze odwierty, choćby odkrycie niewielkich pokładów ropy na złożu Żubantam. W rezultacie w szczytowym momencie akcje Petrolinvestu były warte 842 zł!
W marcu 2010 roku partnerem naftowego przedsiębiorstwa przy poszukiwaniach i wydobyciu ropy w Kazachstanie został francuski koncern TotalEnergies. Pół roku później na czele Petrolinvestu stanął francuski menedżer z polskim paszportem Bertrand Le Guern (wcześniej krótko zasiadał w jej radzie nadzorczej), a spółka z czasem zaczęła zacieśniać współpracę z Totalem.
Jednocześnie Petrolinvest zaczął mieć coraz większe problemy finansowe. W niecałe pięć lat od giełdowego debiutu wartość spółki spadła o ponad 99 proc. Na przełomie maja i czerwca 2012 roku cena akcji wynosiła mniej niż 1 zł! Ostatecznie pod koniec czerwca 2017 roku Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła obrót giełdowy akcjami spółki. Wówczas ich kurs wynosił poniżej 2 zł.
– Tuż przed tą decyzją wezwany na posiedzenie komisji został prezes Bertrand Le Guern. Zataił wówczas zamówiony przez siebie raport McDaniel [McDaniel & Associates Consultants to renomowana kanadyjska spółka doradcza, specjalizująca się w rynku naftowym – przyp. red.] z marca 2017 roku, wskazujący, że posiadane złoża w Kazachstanie są warte 100 mld dolarów. Zamiast tego przedstawił spółkę jako „bankruta”
– twierdzi w rozmowie z „GP” Ryszard Małecki, który w listopadzie 2020 roku trafił do zarządu Petrolinvestu.
Inwestorzy liczą na odzyskanie pieniędzy
To właśnie Małecki zaczął porządkować sprawy znajdującego się na skraju bankructwa naftowego przedsiębiorstwa. – Od początku miałem poważne problemy z uzyskaniem dokumentacji dotyczącej warunków i posiadanych koncesji. Le Guern ukrywał je przed członkami zarządu i rady nadzorczej – twierdzi prezes Małecki, który powiadomił o tym prokuraturę.
Złożył też dwa inne zawiadomienia dotyczące podejrzenia wyprowadzenia z Petrolinvestu 1,6 mld zł, które miały sfinansować prace poszukiwawcze w Kazachstanie, a także wyprowadzenie ze spółki aktywów wartych miliardy złotych. Chodziło o większość złoża Shyrak, którego wartość McDaniel & Associates Consultants wycenił na 100 mld dolarów amerykańskich.
– Le Guern bez zgody akcjonariuszy i walnego zgromadzenia akcjonariuszy oddał bez wierceń i opróbowania [systematycznego badania próbek ze złoża – przyp. red.] trzy czwarte tej koncesji, w którą włożyliśmy kilkaset milionów złotych
– twierdzi prezes Petrolinvestu.
Przyznaje również, że koncesja na posiadaną jedną czwartą złoża Shyrak została zawieszona w 2023 roku, a kazachskie ministerstwo energii nie odpowiedziało na złożone w terminie wnioski spółki o jej przedłużenie.
Śledztwo na podstawie między innymi zawiadomień złożonych przez Małeckiego od maja 2021 roku prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Zgromadzone materiały liczą 100 tomów akt. Jak ustaliła „GP” badane są cztery wątki.
Pierwszy dotyczy okoliczności przyznania i nadzoru nad realizacją przez Petrolinvest umowy kredytowej z konsorcjum: PKO BP i Banku Gospodarstwa Krajowego. Na początku 2007 roku te dwa podmioty udzieliły naftowej spółce 300 mln zł pożyczki na poszukiwania ropy. Potem umowa ta była zmieniana. Działania śledczych obejmują też okres, w którym na czele BGK stał Ireneusz Fąfara (lata 2007–2009), obecnie prezes Orlenu.
Kluczowy wątek prowadzonego postępowania dotyczy jednak wprowadzenia w błąd akcjonariuszy, którzy na inwestycji w Petrolinvest mieli stracić przynajmniej 3 mld zł. W sumie poszkodowanych jest 15 tys. mniejszościowych akcjonariuszy, którzy liczą, że uda im się odzyskać przynajmniej część zainwestowanych pieniędzy.
– Sprawa Petrolinvestu to nie jest zwykłe niepowodzenie biznesowe. Przez ponad dwie dekady tysiące polskich akcjonariuszy mniejszościowych było systematycznie oszukiwanych. Karmieni oficjalnymi komunikatami o rychłym sukcesie, „wielkiej ropie” i rychłym uruchomieniu wydobycia, Polacy inwestowali w akcje spółki setki milionów złotych. W rzeczywistości, pod pozorem kosztownych poszukiwań i odwiertów, przez lata dochodziło do metodycznego drenowania spółki
– mówi „GP” Marek Cyrulik z Porozumienia Akcjonariuszy Mniejszościowych (PAM) Petrolinvest SA.
Wnioski o pomoc prawną do Kazachstanu
Kolejnym wątkiem śledztwa jest właśnie podejrzenie wyprowadzenia z Petrolinvestu majątku i środków o łącznej wartości przynajmniej 2,1 mld zł. Chodzi między innymi o część złóż w Kazachstanie, a także o pieniądze przeznaczone na odwierty. Prezes Petrolinvestu twierdzi, że odpowiedzialność za to ponoszą właśnie poprzednicy, w tym głównie Le Guern.
– Przez trzy lata śledztwa prokuratura nie wezwała go na przesłuchanie, podobnie jak byłego wiceprezesa spółki. Obydwaj zeznania złożyli dopiero po naszych licznych skargach do Prokuratury Krajowej i Ministerstwa Sprawiedliwości
– zżyma się Małecki.
Byli menedżerowie naftowej spółki byli pytani między innymi o opiewające na 1,6 mld zł przelewy środków przeznaczonych na poszukiwania ropy w Kazachstanie. Po tym przesłuchaniu lubelska prokuratura zobowiązała Le Guerna do przedstawienia przelewów i wyciągów z kont. – Dokumentów tych nigdy nie przedstawił, a prokuratura bardzo szybko zawiesiła śledztwo – mówi Małecki.
Lubelscy śledczy decyzję w tej sprawie podjęli 27 czerwca 2024 roku. „Przedmiotowe śledztwo (…) zostało zawieszone wobec długotrwałej przeszkody uniemożliwiającej prowadzenie postępowania, tj. między innymi konieczność oczekiwania na realizację europejskiego nakazu dochodzeniowego oraz realizację wniosków o międzynarodową pomoc prawną przez władze państw leżących poza Unią Europejską, konieczność oczekiwania na sporządzenie opinii biegłego z zakresu rachunkowości, konieczność oczekiwania na sporządzenie analizy przepływów na kilkuset rachunkach bankowych” – napisała w odpowiedzi na pytania „GP” Beata Syk-Jankowska, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Lublinie.
Jeden z wniosków trafił do Kazachstanu. Nasze źródła związane z prokuraturą twierdzą, że wnioskowane materiały są kluczowe dla prowadzonego śledztwa. Prokuratura chce bowiem ustalić, czy faktycznie doszło do wierceń, o których informowała spółka, oraz czy złoża, których koncesje na wydobycie posiadał lub nadal posiada Petrolinvest, są bogate w ropę i gaz.
– Bez materiałów z Kazachstanu nie da się ustalić tych kwestii. Dopiero na ich podstawie będzie można dalej prowadzić śledztwo – mówi „GP” osoba znająca materiały śledztwa. Przyznaje jednak, że szanse na otrzymanie dokumentów są niewielkie, a to oznacza, że śledztwo – przynajmniej w większości wątków
– może być w przyszłości umorzone.
Obecne władze Petrolinvestu złożyły zażalenie na decyzję prokuratury o zawieszeniu postępowania. Zostało ono jednak odrzucone przez sąd. Zresztą kierowana przez Małeckiego spółka oskarża prokuraturę o rzekome tuszowanie afery.
Prezes Petrolinvest: „Nie jesteśmy bankrutami”
Bertrand Le Guern na czele naftowego przedsiębiorstwa stał przez 12 lat, do marca 2022 roku. Do dziś Francuz z polskim paszportem figuruje jako beneficjent rzeczywisty naftowego przedsiębiorstwa.
To właśnie Le Guern w 2022 roku złożył do Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ wniosek o… upadłość Petrolinvestu. Powodem było roszczenie wobec przedsiębiorstwa na miliony złotych. Sprawa została oddalona 10 kwietnia 2025 roku.
Nieco ponad tydzień później, 18 kwietnia, do tego samego sądu wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości, złożony przez jedną z warszawskich spółek, występującą jako wierzyciel Petrolinvestu. „Sprawa obecnie znajduje się na etapie uzupełnienia informacji przez tymczasowego nadzorcę sądowego w zakresie szacowanych kosztów postępowania upadłościowego. (…) Postanowienie w wymienionym przedmiocie zostanie wydane po zakończeniu postępowania dowodowego w sprawie. Ogłoszenie upadłości lub oddalenia wniosku o jej ogłoszenie obwieszcza się w publicznie dostępnej części Krajowego Rejestru Zadłużonych” – poinformował sędzia Łukasz Zioła, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku.
– Mam nadzieję, że sąd odrzuci ten wniosek, podobnie jak ten wcześniejszy złożony przez Le Guerna. Zresztą są one niemal identyczne, co do przecinka. Ponadto spółka, która złożyła wniosek, nigdy nie upominała się o jakiekolwiek pieniądze od spółki
– opowiada prezes Małecki i dodaje, że obecnie trwają próby wyciągnięcia z Petrolinvestu resztek posiadanych aktywów naftowych.
Co ciekawe, jak ustaliła „GP”, spółka, która chce upadłości naftowego przedsiębiorstwa, wskazała, że po jej ogłoszeniu aktywa naftowe spółki nabędzie luksemburska firma Awaken.
– My jednak nie jesteśmy bankrutami. Pozyskaliśmy nawet pożyczkę 800 mln dolarów na 3,3 proc. na zagospodarowanie posiadanych przez nas terenów. Te wszystkie wnioski o upadłość mają dokończyć proces drenowania spółki z ostatnich aktywów – podkreśla prezes Petrolinvestu.
– Afera Petrolinvestu to sprawa o fundamentalnym znaczeniu dla uczciwości polskiego rynku kapitałowego oraz ochrony obywateli przed bezwzględnymi, transgranicznymi układami. Przez dwie dekady polski kapitał był drenowany. Teraz, gdy na dnie kazachskich odwiertów wreszcie udokumentowano potężne zasoby surowców, zyski zamiast do poszkodowanych Polaków mają trafić do anonimowych struktur off-shore
– tłumaczy z kolei Cyrulik.
Jak DGSE chroni francuskie interesy
Z nieoficjalnych informacji „GP” wynika, że w aktach śledztwa nie ma dokumentów ABW, która od początku monitorowała działalność Petrolinvestu. To kluczowe – podobnie jak te Kazachstanu – materiały dla lubelskiego śledztwa.
Nasze źródła twierdzą również, że notatki na temat tego, co faktycznie działo się w Kazachstanie, znajdują się też w ściśle tajnych materiałach Agencji Wywiadu.
Z informacji posiadanych przez obydwie służby wynika, że w interesy Petrolinvestu była zaangażowana DGSE, francuski wywiad, którego zadaniem była ochrona interesów w Kazachstanie koncernu Total. Ten energetyczny gigant poszukiwania ropy i gazu w basenie Morza Kaspijskiego rozpoczął na początku lat 90.
W 2000 roku konsorcjum, w którego skład wchodził koncern, odkryło w Kazachstanie największe w ostatnim półwieczu złoże Kaszagan. Przez lata był jednak problem z uruchomieniem wydobycia. Ostatecznie eksploatacja Kaszaganu ruszyła trwale pod koniec 2016 roku, gdy Petrolinvest chylił się ku upadkowi. Do dziś Total wydobywa tam ropę.
– Nasze służby wskazują, że Francuzom mogło zależeć na sabotowaniu działań Petrolinvestu, niedopuszczeniu do eksploatacji, a wręcz przejęcia części aktywów, aby chronić interes swojego narodowego koncernu
– mówi nasz informator z ABW.
Z materiałów agencji – jak ustaliła „GP” – wynika, że z DGSE ma być związany Bertrand Le Guern. Czy faktycznie były wieloletni prezes Petrolinvestu ma cokolwiek wspólnego z francuskim wywiadem? Jak komentuje zarzuty wysuwane pod jego adresem przez obecne władze naftowej spółki, a także zawieszone od ponad dwóch lat prokuratorskie śledztwo?
Próbowaliśmy zadać mu te pytania. Nie odbierał jednak telefonu. Przesłaliśmy je więc SMS-em. Szczegółowo poruszane w artykule wątki z prośbą o komentarz przesłaliśmy również na wskazany przez niego adres e-mail. Do momentu zamknięcia tego numeru „GP” nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.
Co z danymi Polaków. Państwo bezradne w chwili próby. - czytaj w najnowszym numerze tygodnika #GazetaPolska.
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) August 18, 2026
Ponadto w numerze:
» Cień Rosji nad wyspą Uznam
» Drwal bez siekiery
» Eutanazja starej Francji
» Rosja przetestuje NATO
Więcej » https://t.co/FOE7JQ50sn pic.twitter.com/GdzW2YKsWK