Michał Rachoń ocenił w swoim programie na antenie Telewizji Republika, że cały czas "kryptodyktatura nie może zdecydować się jak podejść do sprawy trwających historii" związanych z fałszywymi zgłoszeniami dotyczącymi m.in. fałszywych alarmów.
Dziennikarz przypomniał dokument opublikowany przez stację po dwóch dobach od pierwszych interwencji służb związanych z fałszywymi zgłoszeniami. Początkowo dotyczyły one samej siedziby stacji, a później także prywatnych adresów jej pracowników.
Przepływ informacji
Mimo tego, że służby wiedziały o kaskadowych zgłoszeniach, których treść została oceniona przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa jako "informacja o bardzo niskiej wiarygodności, mająca charakter kaskadowy", a także zaleceniach, by np. nie ewakuować budynku. W piśmie został zacytowany fałszywy mail dotyczący siedziby redakcji Telewizji Republika i studia na 13. piętrze. Wymieniony został również sam Tomasz Sakiewicz. Jednak tego typu ostrzeżenie nigdy nie trafiło na skrzynki związane ze stacją i jej ochroną.
W programie przytoczono również wypowiedzi medialne ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, który stwierdził, że policja zareagowała prawidłowo podejmując interwencję w domu Tomasza Sakiewicza, a winne były osoby, które nie chciały współpracować. Rachoń przypomniał, że służby miały kilkanaście minut, by zidentyfikować, że zgłoszenie pochodzi z adresu, który niejednokrotnie wszczynał fałszywe alarmy.
Dyrektor programowy Republiki skwitował, że na to nie mieli czasu, ale by zerwać identyfikatory z mundurów już tak.
Skradzione dane
W toku badania sprawy przez samą stację okazało się, że w mailach z fałszywymi zawiadomieniami podszywano się pod przynajmniej dwie osoby, których dane zostały wykradzione niemal trzy lata temu. To znani youtuberzy zajmujący się grami komputerowymi.
Jan Adryański opublikował oświadczenie, z którego wynika, że od grudnia 2023 roku jest osobą poszkodowaną, a mimo to policja po kaskadowych zgłoszeniach przeprowadziła przeszukanie w jego domu i skonfiskowała mu sprzęt elektroniczny.
Nie mogę pojąć działania policji w tej kwestii. O tym, jakiego aliasu, jakich fałszywych danych używa autor tych ataków, policja wie od bardzo dawna. Bo w raporcie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa to się znajduje. (…) Dopiero po tym, gdy my zwracamy na to uwagę, nie wiadomo z jakiego powodu, do ofiary tych działań przyjeżdża policja, przeprowadza w domu przeszukanie i zatrzymuje sprzęt
- ocenił Rachoń.
Dodał, że nie jest jedynym streamerem, któremu tego typu sytuacja się przytrafiła. Z jego podpisem m.in. do kancelarii prezydenta RP trafiały groźby podłożenia bomby.
Ofiarą stał się prof. Sławomir Cenckiewicz, który zwrócił uwagę, że użyty został jego numer telefonu, z którego jako szef BBN kontaktował się z prezydentem RP.
- I to wszystko dzieje się pod nosem polskich służb - powiedział Rachoń. Dodał, że w tej sprawie jest coraz więcej pytań niż odpowiedzi.