W tej historii mamy wszystko, co w pigułce składa się na patologię III RP: lokalne układy i interesiki, fatalne decyzje wymiaru sprawiedliwości, nierówną walkę obywatela o swoje prawa, tłamszenie niezależnej prasy, awans i przywileje dla swoich oraz brutalny i polityczny hejt.
Drakoński wyrok
W 2006 roku Przemysław Kaperzyński – dziennikarz, a zarazem wydawca i redaktor naczelny lokalnej gazety „Iławski Tydzień” – został skazany przez Sąd Rejonowy w Elblągu. Powodem było niezawiadomienie o odmowie publikacji sprostowania dotyczącego artykułu na temat nieudolności władz samorządowych gminy Iława w kwestii budowy systemu kanalizacji i poprawy sytuacji sanitarnej.
Został skazany na cztery miesiące ograniczenia wolności i wykonywanie w tym czasie nieodpłatnej pracy na cele społeczne wskazane przez sąd w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Karę warunkowo zawieszono na dwa lata. Redaktor Kaperzyński otrzymał także dwuletni zakaz wykonywania zawodu dziennikarza. Dodatkowo wobec dziennikarza orzeczono nadzór kuratora sądowego.
– Kurator sądowy lub policjant-dzielnicowy przeprowadzali wywiady z moją żoną i moją matką, pytając m.in., czy nie wywołuję awantur domowych, czy nie nadużywam alkoholu, czy nie stosuję przemocy domowej. Bywało, że w czasie tych wizyt w pokoju obok przebywał mój 11-letni syn, który mimowolnie przynajmniej częściowo słyszał te rozmowy. Byłem zaszczuty
– relacjonuje w rozmowie z nami Kaperzyński.
Wyrok jednoosobowo wydał sędzia Marek Nawrocki – od 2024 roku prezes Sądu Okręgowego w Elblągu.
– Przebieg procesu przed Sądem Rejonowym w Elblągu był dla mnie wyjątkowo traumatycznym przeżyciem. Nie miałem środków finansowych na wynajęcie adwokata, broniłem się sam. Podczas rozpraw byłem traktowany lekceważąco, obcesowo, a momentami wręcz opresyjnie. Sędzia wyraźnie wykazywał stronniczość na rzecz strony skarżącej, czyli wójta reprezentującego Gminę Iława. Z polecenia sędziego na jedną z rozpraw zostałem przywieziony przez policję, po uprzednim zatrzymaniu mnie w mieszkaniu o godzinie 6 rano i przetrzymywaniu na komendzie przez ponad trzy godziny. W trakcie przetrzymania dowiedziałem się od funkcjonariuszy, że na rozprawę do Elbląga zostanę wprawdzie przez nich dowieziony, ale wrócić muszę już sam
– opisuje.
Powodem postanowienia sędziego Nawrockiego o przymusowym zatrzymaniu dziennikarza i dowiezieniu w eskorcie policji na posiedzenie był fakt, że na wcześniejszej rozprawie był nieobecny z powodu choroby – przysłał zwolnienie L4 od lekarza POZ, a nie od lekarza sądowego.
– Stwierdzam bez cienia wątpliwości, że była to ewidentna „pokazówka” i mam istotne argumenty oraz powody, aby tak sądzić. W czasie gdy zostałem przez Gminę Iława i jej wójta – Krzysztofa Harmacińskiego – objęty prywatnym oskarżeniem, wiceprezesem, a wcześniej długoletnim prezesem Sądu Rejonowego w Iławie [podlegającemu okręgowi elbląskiemu – przyp. red.] była sędzia Zdzisława Harmacińska. Prywatnie to szwagierka skarżącego mnie wójta i żona jego brata Włodzimierza Harmacińskiego – wówczas dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego w Iławie
– podkreśla.
Na co warto zwrócić uwagę – kariera sędziego Nawrockiego po tym orzeczeniu przyspieszyła. Zaczął piąć się w hierarchii sędziowskiej. W 2008 roku został delegowany do pełnienia obowiązków sędziego Sądu Okręgowego w Elblągu, w 2010 roku został powołany na stanowisko sędziego Sądu Okręgowego w Elblągu.
W apelacji Sąd Okręgowy w Elblągu w składzie: sędzia Małgorzata Kowalczyk-Przedpełska (przew. składu), sędzia Irena Linkiewicz, sędzia Edward Omański, podtrzymał wyrok pierwszej instancji.
Po wyroku od „Iławskiego Tygodnia” odwrócili się reklamodawcy. Naczelny musiał zamknąć redakcję, tracąc jedyne źródło utrzymania. Tonąc w długach, wyprowadził się wraz z rodziną do innego miasta. – Zostałem bez źródła utrzymania, a w dodatku z wyrokiem karnym w życiorysie. Znalazłem się w dramatycznej sytuacji – wspomina.
Walka o sprawiedliwość
Kaperzyński postanowił walczyć o swoje racje. Sprawa za pośrednictwem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Dziennikarza skarżącego państwo polskie na rozprawie głównej reprezentował osobiście ówczesny wiceprezes HFPC Adam Bodnar.
W kwietniu 2012 roku ETPCz wydał korzystne dla dziennikarza orzeczenie, w którym stwierdził naruszenie przez państwo polskie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W uzasadnieniu podkreślono m.in. niedopuszczalność zastosowania nieproporcjonalnie dotkliwych sankcji, co mogło stanowić tzw. efekt mrożący oraz naruszenie wolności słowa.
Wyrok w sprawie Kaperzyński vs Polska był przełomowy dla polskich mediów. Trybunał zwrócił uwagę, że polskie Prawo prasowe przyjęte w 1984 roku i jego regulacje, takie jak te dotyczące sprostowań, stosowane w systemie demokratycznym mogły utrudniać korzystanie z prawa swobody wyrażania opinii.
Tak mówił o wyroku w 2012 roku Bodnar:
„Odpowiedzialność karna, zwłaszcza gdy wiąże się z pozbawieniem możliwości dalszego wykonywania pracy dziennikarskiej, może wywołać wśród mediów tzw. efekt mrożący i zniechęcać ich do podejmowania kontrowersyjnych, ale istotnych tematów. Zakaz wykonywania zawodu dziennikarza orzeczony przez polskie sądy w sprawie redaktora Kaperzyńskiego był co najmniej nie na miejscu”.
Wyrok w sprawie Kaperzyńskiego stał się kluczowym argumentem dla wydawców, organizacji dziennikarskich (jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka) i prawników w walce o zmianę archaicznych przepisów. Efektem była tzw. mała nowelizacja Prawa prasowego, która zniosła sankcje karne za nieopublikowanie sprostowania. Po tej zmianie za odmowę publikacji sprostowania groziły już tylko sankcje cywilnoprawne.
Nagroda dla hejtera
W maju 2024 roku Adam Bodnar – już jako minister sprawiedliwości – ustanowił sędziego Nawrockiego prezesem Sądu Okręgowego w Elblągu. To jemu przed europejskim trybunałem zarzucał łamanie prawa do wolności słowa i niezależności dziennikarskiej. Nie pamiętał o sprawie, w której uczestniczył? Nie przyjrzał się nominacjom, które trafiły na jego biurko? Na pewno też nie przyjrzał się jego działalności w sieci.
Na prywatnym profilu na Facebooku sędzia (i zarazem prezes) Sądu Okręgowego w Elblągu Marek Nawrocki od lat publikuje treści dyskredytujące i ośmieszające prawą stronę sceny politycznej (głównie Prawo i Sprawiedliwość), a także (drastycznie!) atakujące Kościół katolicki. Promuje stowarzyszenia Iustitia i Themis. Można też tam odnaleźć posty szydzące z pomnika Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Jest też „obyczajówka” – roznegliżowane, urlopowe fotki sędziego i – co szczególnie bulwersuje – seksistowskie posty naruszające godność kobiet. Ulubionym źródłem udostępnianych postów są portale i strony typu: Sok z buraka, OKO-Press, Racjonalna Polska, Komitet Obrony Demokracji czy Polska zabita krzyżami.
Jak kpina brzmi wypowiedź Nawrockiego dla jednej z rozgłośni radiowych, w której przedstawił swoje sędziowskie „credo”:
„Rozstrzygając o odpowiedzialności karnej podsądnych, zawsze miałem na uwadze – wyrażoną w artkule 53 Kodeksu karnego – dyrektywę nakazującą uwzględniać przy wymiarze kary potrzeby w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa. Przy okazji rozstrzygnięcia o karze chodzi o racjonalną działalność, której celem jest umacnianie poszanowania prawa i zasad współżycia społecznego. Karanie ponad miarę w żaden sposób nie realizowałoby powyższej dyrektywy”.