Jarosław Olechowski komentował pismo skierowane przez prokuraturę do SDP. Jak wskazywał, śledczy zażądali wydania dokumentów dotyczących członkostwa byłego ministra sprawiedliwości w stowarzyszeniu, jego legitymacji dziennikarskiej oraz opłacanych składek.
Powiem państwu, że czegoś takiego nie widziałem. Moim zdaniem po 1989 roku w Polsce żaden prokurator nie podpisał podobnego dokumentu
– powiedział.
Prokuratura zażądała dokumentów dotyczących Ziobry
Pismo podpisał prokurator Piotr Woźniak. Prokuratura pytała również o ewentualne ubieganie się przez Ziobrę o międzynarodową legitymację dziennikarską wydawaną w ramach Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
Panie prokuratorze Woźniak, czy panu sufit na głowę nie upadł?
- zwrócił się do śledczego Jarosław Olechowski.
To są, jak napisał pan Woźniak, dowody w sprawie, rzeczy pochodzące z przestępstwa. Jeżeli prokurator Prokuratury Krajowej twierdzi, że bycie dziennikarzem i posiadanie legitymacji dziennikarskiej może mieć związek z przestępstwem, to w jakim kraju my w ogóle żyjemy?
pytał Olechowski.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich odmówiło przekazania żądanych informacji. Prezes SDP Jolanta Hajdasz wskazała na brak podstaw prawnych, ochronę danych osobowych oraz konstytucyjne prawo członków organizacji do prywatności.
"Jakim prawem prokuratura pyta, kto jest dziennikarzem?"
Olechowski podkreślał, że nie istnieje przepis, który uniemożliwiałby osobie poszukiwanej podjęcie pracy lub działalności dziennikarskiej.
Jakim prawem prokuratura pyta, kto jest dziennikarzem w Polsce? Jaki jest przepis stanowiący, że osoba poszukiwana, nawet listem gończym, nie może być dziennikarzem?
- mówił.
Przypomniał, że Telewizja Republika nawiązała współpracę ze Zbigniewem Ziobro, któy został komentatorem stacji. Jak zaznaczył, współpraca redakcji z byłymi lub czynnymi politykami nie jest niczym nadzwyczajnym. Przypomniał, że wiele mediów publikuje przygotowywane przez nich komentarze, eseje i analizy.
Niech pan, panie Woźniak, pokaże jeden przepis, który zabrania zatrudnienia osoby poszukiwanej listem gończym. Czy nie mogliśmy zatrudnić pana Ziobry jako komentatora politycznego? Na jakiej podstawie? Nie mógł zapisać się do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich? Jaki paragraf tego zabrania?
pytał szef wydawców Republiki.
Olechowski przywołał także stanowisko prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej mec. Przemysława Rosatiego. Prawnik wskazywał wcześniej, że samo prowadzenie przeciwko danej osobie postępowania karnego nie wyklucza nawiązania z nią współpracy, a do czasu prawomocnego skazania obowiązuje zasada domniemania niewinności.
Grzywna dla Tomasza Sakiewicza
Tylko dlatego, że Republika zatrudniła pana Ziobrę, prezes Tomasz Sakiewicz po raz drugi jest wzywany do prokuratury. Dostał już jedną grzywnę, chociaż sąd nie rozpatrzył jeszcze zasadności jej nałożenia, a już grozi mu się kolejną sankcją
- mówił Olechowski.
Jego zdaniem żądanie informacji o warunkach zatrudnienia i współpracy ze Zbigniewem Ziobrą stanowi nieuzasadnioną ingerencję organów ścigania w działalność prywatnego przedsiębiorstwa medialnego.
Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą ma spowiadać się prokuraturze z tego, kogo zatrudnia, gdzie go zatrudnia i za ile? Gdzie są przepisy, które na to pozwalają?
- pytał.
"Tu nie chodzi o żadne prawo"
Szef wydawców Republiki przekonywał, że "ta sytuacja pokazuje, że nie chodzi tutaj o żadne prawo ani o ściganie nadużyć, chodzi o czystą politykę".
Jak podkreślił, swobodne zbieranie i rozpowszechnianie informacji jest jednym z podstawowych praw dziennikarzy. Jego zdaniem żądanie przez prokuraturę dokumentów dotyczących członkostwa w organizacji dziennikarskiej oraz próby uzyskania informacji o współpracy redakcji z komentatorem mogą mieć efekt zastraszający.
Nie wolno pozwolić na odebranie tego prawa, ponieważ oznaczałoby to koniec demokracji, wolności obywatelskich i podstawowych swobód
- mówił.
- Możemy zagwarantować, że nie ugniemy się pod presją. Jak państwo widzą, staje się ona coraz silniejsza. Być może zakończy się nawet tym, że rzeczywiście będziemy musieli pójść do więzienia. Jeżeli jednak będzie to cena za obronę polskiej wolności, demokracji, państwa prawa oraz prawa do swobodnego wyrażania poglądów, jesteśmy gotowi ją ponieść
- podsumował.