Jeszcze wczoraj Kosiniak-Kamysz przekonywał, że należałoby znieść sankcje gospodarcze wobec Rosji.
Dziś natomiast szef ludowców przekonywał, że wszystkie sondaże pokazują, iż PSL wejdzie do Sejmu.
Dzisiaj głos oddany na listę nr 1 to jest najcenniejszy głos, to na pewno nie jest głos zmarnowany.(…) To jest głos, można powiedzieć, na wagę złota, który może dać zwycięstwo ludziom dobrej woli, bo takich, jak głęboko wierzę, jest zawsze więcej. [...] Jeśli będzie 40 posłów PSL, a może więcej, jeśli dostaniemy 10 proc. poparcia, to będziemy decydować o tym, w którą stronę pójdzie Polska.
- przekonywał Kosiniak-Kamysz.
Podkreślił, że PSL chce państwa opartego o wartości i tradycje chrześcijańskie.
My wiemy, po jakiej stronie stoimy. Stoimy po stronie wartości, przyzwoitości, demokratycznego państwa prawa, szanującego godność każdego człowieka.(…) My chcemy państwa opartego o wartości, o nasze tradycje chrześcijańskie, bo z takich wyrastamy, taka jest polska wieś, polskie miasteczka i polskie miasta.
- apelował lider PSL.
Spore zamieszanie wokół PSL wywołał również Lech Wałęsa, raz oficjalnie popierając Ludowców, a po chwili usuwając wpis na ten temat.
To, że politycy podczas kampanii wyborczej są zdolni niemal do wszystkiego, byle pozyskać głosy nowych wyborców wiadomo było nie od dziś. Nowe światło na tę kwestię rzucił jednak szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, który ochoczo ruszył w tany z mieszkanką Brzeska.
A wcześniej była "tęczowa koalicja", teraz jest z Kukiz'15, z kim będzie w Sejmie?