Były minister zdrowia Adam Niedzielski trafił do szpitala po tym, jak został pobity w Siedlcach przed jedną z restauracji. Policja informowała niemal od razu, że Niedzielskiego zaatakowało dwóch nieznanych sprawców. Mężczyźni mieli wykrzykiwać hasła związane z decyzjami podejmowanymi przez Niedzielskiego w roli ministra.
Obaj byli pod wpływem alkoholu, a mimo to po konsultacji w prawnikiem sami zgłosili się na posterunek policji.
Minister zabrał głos
Niedzielski w rozmowie z Polsat News zapewnił, że jest poobijany, ale nie ma obrażeń wewnętrznych. Dopytywany potwierdził, że atak był motywowany politycznie. Były minister wskazał, że wnioskuje to po hasłach, które wykrzykiwali mężczyźni.
Dodał, że w przeszłości w związku z pełnionym przez niego urzędem każda groźba była zgłaszana. - Część z nich została umorzona na poziomie prokuratury - podkreślił Niedzielski, mówiąc o latach po zmianie władzy w Polsce.
Odpowiadając na zarzuty Marcina Kierwińskiego przyznał, że jako zwykłemu obywatelowi trudno jest mu teraz zgłaszać każdą groźbę. Potwierdził, że to decyzją nowego szefa MSWiA została mu odebrana ochrona. Przyznał, że nie ubiegał się o jej przywrócenie, ponieważ wiedział, że decyzja była motywowana politycznie.
Podkreślił, że po tym incydencie musi "ponownie zweryfikować swoją decyzję". Dodał, że obecnie wycofał się z życia publicznego i "jako skromny obywatel zajmuje się swoimi sprawami".