Dziś Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli zdecyduje, czy Adam Borowski, szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej" trafi za kratki w związku z krytyką posła KO, Romana Giertycha. W sądzie na ul. Kocjana w Warszawie pojawiła się duża grupa zwolenników Borowskiego - członków Klubów "GP" i Ruchu Obrony Granic.
Adam Borowski przed sądem, zapytany, czy wykona wyrok w tej sprawie, odpowiedział, że "nie wolno przepraszać za prawdę".
- Mówiłem, że pan Giertych przekroczył cienką linię między mecenasem a jego mandantem, człowiekiem, który go zatrudnił. Przekroczył linię, bo współpracował z przestępcą, nie bronił, a współpracował. Przywołałem nagranie z internetu, gdy w atmosferze heheszkowej pan mecenas mówił do Leszka Czarneckiego, że dzięki jego sztuczkom poszkodowani nie zobaczą swoich pieniędzy za 5-7 lat. Za to zostałem skazany na przeproszenie. Natomiast szczęśliwie się złożyło, że od kilku dni internet pełny jest informacji o tym, że pan Giertych przeszkadzał w procesach frankowiczów z Getin Bankiem i każdego roku dostawał z tego powodu miliony złotych, za to że uniemożliwiał poszkodowanym zwrotu pieniędzy. Co to znaczy? Że współpracował
- powiedział Borowski po wyjściu z rozprawy.
- Nie mogę przeprosić. Zobaczymy co będzie, jest kilka wniosków, żeby odroczyć, żeby nie zarządzić wykonania wyroku
- dodał opozycjonista.
O 10.30 ma zapaść decyzja sądu w tej sprawie.
- Powiedziałem, że przyszedłem z rzeczami, jestem gotowy na odsiadkę i liczę na to, że moja ojczyzna będzie kiedyś sprawiedliwa, że ten wyrok nie świadczy o mnie, tylko o polskim wymiarze sprawiedliwości, który zasądza takie polityczne wyroki - wskazał szef warszawskiego Klubu "GP".