Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Bez Czerwca nie byłoby Sierpnia. Mija 50 lat od robotniczych protestów w Radomiu, Ursusie i Płocku

W czwartek mija 50 lat od robotniczych protestów przeciwko podwyżkom cen podstawowych artykułów. Największą skalę miały w Radomiu, Ursusie i Płocku. Komunistyczne władze zostały zmuszone do ustępstw, ale protesty zostały brutalnie spacyfikowane.

W PRL-u o cenach większości dóbr decydowano odgórnie. Od objęcia władzy po II wojnie światowej komunistyczne władze ustalały te ceny w taki sposób, żeby zrównoważyć podaż i popyt. Ofiarami tych manipulacji padało całe społeczeństwo, ale najdotkliwiej odczuwali je robotnicy, choć w myśl rządowej propagandy PRL była krajem sprawiedliwości społecznej, a klasa robotnicza nazywana była „przewodnią siłą narodu”.

Oszukiwanie społeczeństwa

Wprowadzona w grudniu 1970 r. podwyżka cen mięsa kosztowała Władysława Gomułkę utratę władzy. Musiał ją oddać, pomimo krwawego stłumienia robotniczych protestów na Wybrzeżu, bo kierownictwo PZPR i Kreml uznały, że Gomułka stracił kontakt z rzeczywistością. Wyznaczony na następcę Gomułki Edward Gierek podwyżki cen anulował, a potem zaczął budować „drugą Polskę”. W krótkim czasie Polakom podniosła się stopa życiowa, ale tylko nieliczni wiedzieli że w głównej mierze zawdzięczają to zachodnim pożyczkom. Nie zmienił się za to model zarządzania gospodarką, więc wiele dolarowych pożyczek zostało zmarnotrawionych. Skutek był taki, że po kilku latach swoich rządów Gierek był zmuszony do podjęcia takich kroków, które kosztowały jego poprzednika utratę władzy. Twarzą decyzji stał się premier Piotr Jaroszewicz. O tym, że rząd zamierza podnieść ceny wielu podstawowych artykułów poinformował 24 czerwca w Sejmie. W trakcie długiego przemówienia, które było transmitowane przez radio i telewizję mówił o wielu innych sprawach, jakby chciał ukryć to, co było najważniejsze. I tak jednak nikt wiadomości o szykowanej podwyżce nie przeoczył, a ludzi dodatkowo rozsierdziło to, że padła ona wśród zapewnień, że produkcja rośnie.

Z przemówienia Jaroszewicza wyłowiono także podane przez niego kwoty rekompensat, jakie każdy miał otrzymywać żeby słabiej odczuć skutki podwyżki. Najwięcej mieli dostawać ci zarabiający najlepiej, choć gdyby wziąć pod uwagę wzrost procentowy to skorzystać mieli przede wszystkim ci z najniższym uposażeniem. Jaroszewicz zapowiedział jeszcze, że przed wprowadzeniem podwyżek sprawa zostanie przedyskutowana z „aktywem”. W myśl tego planu takie rozmowy miały się odbyć już nazajutrz po sejmowym wystąpieniu premiera.

Radom, Ursus i Płock 

Nic z tego nie wyszło – 25 czerwca od wczesnego rana rozpoczęły się robotnicze protesty w Radomiu, Ursusie i innych miastach. Zamiast dyskutować z „aktywem”, władze wysłały przeciwko protestującym wzmocnione siły milicyjne. Najgoręcej było w Radomiu, gdzie demonstranci podpalili budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR (Radom był w tamtym czasie stolicą województwa).

W strajkach i demonstracjach wzięło udział ponad 80 tys. osób z 112 różnych zakładów.

Siły wysłane do rozpędzenia demonstrantów nie użyły broni palnej, ale i tak nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Zginęły dwie osoby w Radomiu, gdy wpadła na nich przyczepa wypełniona betonowymi płytami, którą protestujący spychali na zomowców.

Dramatycznie było również w Ursusie (przyłączonym rok później do Warszawy). Robotnicy tamtejszych Zakładów Mechanicznych nie tylko zastrajkowali, ale zablokowali linię kolejową łączącą stolicę m.in. Górnym Śląskiem. Miała ona kluczowe znaczenie, bo jechały nią do portów transporty z węglem. Demonstranci próbowali przeciąć szyny palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało rozkręcili je, a w powstałą wyrwę zepchnęli lokomotywę.

Władze zdołały zapanować tam nad sytuacją dopiero późnym wieczorem, gdy część uczestników blokady wróciła do domów. Milicjanci najpierw wyparli uczestników blokady, a potem rozpoczęli obławę, by ich wyłapać.

W Płocku zastrajkowała załoga Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych. Ok. godz. 14.00 przy jednej z bram odbył się wiec, po którym grupa jego uczestników poszła pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR (Płock, podobnie jak Radom też był stolicą województwa). Od rzuconych przez demonstrantów kamieni pękło kilka szyb, ale przed nocą ściągnięte z Łodzi oddziały ZOMO spacyfikowały demonstrantów.

Porażka władzy i zemsta Gierka

Z obawy, że strajki i protesty rozszerzą się również na inne ośrodki, władze jeszcze 25 czerwca wycofały się ze swojego planu. Poinformowały o tym w partyjnych organach prasowych, które ukazały się 26 czerwca. Jakby na ironię ani słowem nie wspomniały o tym, co się stało w Radomiu i Ursusie. Gierek, zdając sobie sprawę z tego, że niepowodzenie podwyżki cen zachwiało jego pozycją, przystąpił do propagandowego ataku. 26 czerwca w czasie telekonferencji z szefami struktur partyjnych we wszystkich województwach polecił zwołanie wieców poparcia. Chodziło o pokazanie, że inaczej niż po grudniu 1970, nie dojdzie do zmiany na najwyższych szczeblach władzy. Sekretarze poszczególnych komitetów wojewódzkich licytowali się, kto z nich zorganizuje najliczniejszy wiec poparcia dla ich szefa. W tej konkurencji wygrał rządzący Górnym Śląskiem i Zagłębiem Zdzisław Grudzień – według oficjalnych danych w Katowicach na wiecu stawiło się 200 tysięcy osób.

Najbardziej upokarzający – dla samych uczestników – wiec odbył się 30 czerwca na stadionie Radomiaka. Jego uczestnicy musieli potępić „warchołów” i „chuliganów” – bo tak w propagandowej wersji wypadków określeni zostali demonstranci.

Partia wrogiem robotników

Robotnicy, którzy zmusili władzę do ustępstwa, zapłacili jednak za swoje zwycięstwo wysoką cenę. Wyłapani przez milicjantów uczestnicy demonstracji byli często brutalnie bici. Zmuszano ich do przejścia przez szpaler wyposażonych w gumowe pałki milicjantów. Nazywano to ironicznie „ścieżkami zdrowia”.

Bito także przypadkowe osoby: jedną z nich był w Radomiu Jan Brożyna, śmiertelnie pobity przez milicjantów, choć oskarżono później o to świadków tego wydarzenia.

Za ofiarę „Radomskiego Czerwca” uważany jest też ks. Roman Kotlarz. Ten proboszcz znajdującej się pod Radomiem parafii naraził się władzom, bo wziął udział w demonstracji. W połowie lipca pobili go „nieznani sprawcy” – prawdopodobnie funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Niedługo po tym zdarzeniu ks. Kotlarz nagle zmarł w trakcie odprawiania mszy.

Na uczestników protestów nakładano grzywny i karano ich też tymczasowym aresztem lub więzieniem. W Radomiu w trybie przyspieszonym postawiono przed sądem 51 osób. Na kary więzienia skazano 42 osoby, w tym 28 – na pięć miesięcy do roku, zaś 14 – na 2 do 3 miesięcy. W zwykłym trybie w Radomiu osądzono 188 osób. W lipcu i sierpniu 1976 r. odbyły się cztery procesy, w których wobec oskarżonych zastosowano zasadę „odpowiedzialności zbiorowej”. Osiem osób skazano na kary od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście – na kary po 5-6 lat, a pozostałych na kary od 2 do 4 lat więzienia.

W procesie ursuskim siedem osób skazano na kary od 3 do 5 lat więzienia. W Płocku sądzono 34 osoby, spośród których 18 skazano na kary od 2 do 5 lat, 15 – na kary w zawieszeniu, a 1 osobę uniewinniono. Łącznie za udział w proteście 25 czerwca 1976 r. osądzono 272 osoby.

Bez Czerwca nie byłoby Sierpnia

Represje wobec uczestników robotniczych protestów wywołały reakcję intelektualistów. W lipcu 1976 Jerzy Andrzejewski ogłosił – w imieniu własnym i grupy pisarzy – list z deklaracją, że „Dopóki choć jeden z Was […] będzie narażony na przemoc i gwałty, przymusowo oddzielony od rodziny i społeczeństwa, lub szykanowany w praco oraz życiu cywilnym – będziemy wedle naszych niestety bardzo ograniczonych możliwości stawać w obronie Waszej”.

Dużo większy rezonans poza granicami Polski miały dwie inne inicjatywy z tego samego okresu. 13 intelektualistów (m.in. Stanisław Barańczak, Stefan Kisielewski, Edward Lipiński i Halina Mikołajska) skierowało list do redakcji popularnego francuskiego pisma „La Nouvel Observateur” z apelem do osób, którym „droga jest sprawa demokratycznego socjalizmu”, aby domagały się „uwolnienia uczestników robotniczego protestu w Polsce”. Z kolei Jacek Kuroń przekazał włoskiej agencji informacyjnej list do sekretarza generalnego Włoskiej Partii Komunistycznej Enrico Berlingauera, w którym apelował, by ten wystąpił w obronie skazanych polskich robotników. List ten opublikował dziennik „L’Unita”, nagłośniły go również rozgłośnie zachodnie, na czele z Radiem Wolna Europa. W tej sytuacji włoscy komuniści nie mogli nie zareagować – wystosowali pismo do kierownictwa PZPR, które upubliczniła także „L’Unita”. Stwierdzili w nim, że „nadchodzące z Polski doniesienia o wyrokach sądowych i represjach policyjnych wywołały zaniepokojenie w szerokich kręgach włoskiej opinii publicznej”, a także w szeregach Włoskiej Partii Komunistycznej. Skrytykowali „brak należytej informacji” o tych procesach oraz niedopuszczenie dziennikarzy zachodnich na salę sądową. Wyrazili także nadzieję, że „władze PRL wykażą umiarkowanie, a nawet wielkoduszność w traktowaniu uczestników manifestacji robotniczych i że poinformują o tym opinię publiczną”.

Rezygnacja z podwyżki cen pogłębiła kłopoty gospodarcze. W czerwcu 1976 roku prysł mit o budowie „drugiej Polski”, a symbolicznym potwierdzeniem tego że władze nie radzą sobie z zaspokojeniem podstawowych potrzeb ludzi, było wprowadzenie reglamentacji (sprzedaży na kartki) cukru.

Wydarzenia z Radomia, Ursusa i Płocka, a szczególnie represje wobec ich uczestników miały też inny skutek – stały się inspiracją dla grupy opozycjonistów do założenia Komitetu Obrony Robotników.

O jego powstaniu poinformowali 23 września, czyli niespełna trzy miesiące po protestach. Wystosowali też „Apel do społeczeństwa i władz PRL”, w którym domagali się przyjęcia do pracy wszystkich zwolnionych, amnestii dla skazanych i więzionych za udział w strajkach, a także ujawnienia rozmiarów zastosowanych represji i ukarania osób winnych łamania prawa.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska