W środę wybrany przez Sejm kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego Maciej Berek złożył pseudo-ślubowanie w obecności marszałka Włodzimierz Czarzastego oraz notariusza. Następnie z innymi osobami, które wcześniej zdecydowały się na podobny krok (Krystianem Markiewiczem, Maciejem Taborowskim, Marcinem Dziurdą i Anną Korwin-Piotrowską) udali się do Trybunału, w celu objęcia urzędu. Wejściu do budynku TK kandydatów na sędziów towarzyszyły oddziały policji, która w siłowy sposób próbowała usunąć legalnie protestujących obywateli. To kolejne najście policji na Trybunał.
Prezes Trybunału Bogdan Święczkowski z uwagi na niezłożenie przez kandydatów na sędziów ślubowania w obecności Prezydenta RP nie nawiązał z żadną z tych osób stosunku służbowego, nie dopuszczając ich tym samym do orzekania.
Dziś w Polsacie, Maciej Berek, zapytany o ścieżkę dalszych działań wobec TK, stwierdził, że "składa się ona z dwóch elementów".
- Będziemy konsekwentnie zawiadamiali prokuraturę o wszystkich czynnościach, wszystkich osób, które będą przeszkadzały nam w sprawowaniu urzędu. (...) Z drugiej strony - proszę dać nam chwilę czasu, wykonamy też działania pozytywne i przywrócimy ten Trybunał do pracy
- mówił były minister w rządzie Donalda Tuska. Dopytywany, co to znaczy "działania pozytywne", stwierdził, że to, że "będziemy sprawowali swoje urzędy".
Zaprzeczył, by miał wykonywać pracę gdzieś poza siedzibą Trybunału Konstytucyjnego.
- Nie będę deklarował terminów. I nie ja, tylko wszyscy sędziowie, i nie chcemy, tylko będziemy tam urzędować - dodał.
Nie chciał jednak ujawnić kulis planowanych działań związanych z TK. Dopytywany o horyzont czasowy zdarzeń, powiedział ostatecznie:
Myślę, że pod choinkę TK będzie dla wszystkich zapakowany jako prezent - działająca instytucja publiczna.