Zrezygnowaliśmy z procesji z relikwiami i z ich ucałowania. Relikwiarz przez godzinę był wystawiony przed Czarnym Krzyżem królowej Jadwigi i wierni mogli się modlić
– powiedział proboszcz parafii archikatedralnej ks. prałat Zdzisław Sochacki. O g. 15 odmówiono koronkę do Bożego Miłosierdzia.
Ks. prałat Sochacki rozpoczynając adorację podkreślił, że od wieków w godzinie śmierci Chrystusa wierni stają na Wzgórzu Wawelskim, by "wspomnieć Jego śmierć błogosławioną dla rodzaju ludzkiego". W piątek przy relikwii Gwoździa Pańskiego modlono się szczególnie za ludzi chorych, przebywających w szpitalach i na kwarantannie, tych, którzy cierpią z powodu koronawirusa, prosząc o uwolnienie świata od epidemii.
Od momentu, gdy Chrystus dał się zawiesić na drzewie krzyża, krzyż stał się narzędziem zbawienia
– mówił ks. Sochacki.
Dodał, że wtedy rozpoczął się nowy czas w dziejach człowieka, czas łaski i odkupienia:
W krzyżu Chrystusa da się zobaczyć, jak bardzo Bóg umiłował człowieka
Fragment gwoździa z krzyża, na którym umarł Chrystus, jest przechowywany w skarbcu katedry na Wawelu od blisko 600 lat. Zgodnie z przekazami historycznymi król Władysław Jagiełło i jego małżonka Zofia otrzymali relikwie w 1425 roku od papieża Marcina V w podzięce za to, że Litwa przyjęła chrześcijaństwo bez rozlewu krwi. Był to również prezent z okazji narodzin królewskiego syna Władysława II, zwanego później Warneńczykiem.