Jak wyjaśniała w rozmowie z PAP rzecznik MSWiA Małgorzata Woźniak, piątkowy eksperyment nie oznacza, że poprzedni – przeprowadzony we wtorek - się nie powiódł.
- Eksperci chcą sprawdzić kolejne elementy pozwalające na wyjaśnienie ostatnich sekund lotu Tu 154 M, który rozbił się pod Smoleńskiem - powiedziała.
Dodała, że przeprowadzane testy na podobnej maszynie mają pokazać, jak mógł zachowywać się tupolew tuż przed katastrofą.
Lot zaczął się o godz. 10.43. Jak powiedział PAP oficer prasowy 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego w Powidzu kapitan Włodzimierz Baran, ok. godz. 11.05 samolot przyleciał w okolice lotniska wojskowego w Powidzu i ok. godz. 12 z niego odleciał. Według rzecznika Dowództwa Sił Powietrznych ppłk Roberta Kupracza, testy będą wykonywane w piątek w pobliżu jeszcze innych wojskowych lotnisk.
Zdaniem płk. Edmunda Klicha, który był polskim przedstawicielem akredytowanym przy badającym katastrofę Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), eksperyment na tupolewie ma m.in. Wyjaśnić, czy załoga użyła systemu automatycznego przerwania podejścia i odejścia na bezpieczną wysokość.
- Na rejestratorach nie było żadnego znaku, że naciśnięto przycisk „uchod” (automatycznie przerywa schodzenie i rozpoczyna nabieranie wysokości przez samolot – przyp. red.). Większość specjalistów twierdziła, że naciśnięcie tego przycisku nie daje żadnego znaku na rejestratorze. Daje go dopiero aktywacja systemu automatycznego odejścia. Dopiero eksperyment ma wyjaśnić, że coś takiego zostało uruchomione - mówił w ub. tygodniu płk Klich.
Według piątkowego „Naszego Dziennika” wtorkowy eksperyment na tupolowie wykazał, że mimo braku na lotnisku ILS, podczas lotu z wykorzystaniem tzw. automatycznego pilota, po naciśnięciu przycisku „uchod” samolot powinien odejść. Doniesień tych nie chce jednak komentować komisja. Jej członkowie nie chcieli też wypowiadać się po zakończeniu pierwszego testu, tłumacząc, że nie mogą wypowiadać się na temat prac komisji.
W ubiegłym tygodniu szef MSWiA Jerzy Miller mówił, że prace komisji nie zakończą się, dopóki nie zostanie przeprowadzony eksperyment. Dodał, że komisja wyjaśniająca okoliczności katastrofy smoleńskiej jest na etapie podsumowywania prac i można spodziewać się końcowego raportu „w maju, a może w czerwcu”, chyba że strona rosyjska przekaże Polsce dokumenty, o które komisja wcześniej występowała.