Rosyjski dyplomata jak mantrę powtarzał: Rosja nie zwróci wraku Tu-154, dopóki nie zakończy się prowadzone w Moskwie śledztwo. "Prawo to prawo" - mówił.
Ale najważniejszy fragment rozmowy Andriejewa z Janem Pospieszalskim dotyczył obdukcji. Ambasador przyznał, a następnie powtórzył, że Rosjanie mieli bardzo mało czasu na zrobienie sekcji zwłok kilkudziesięciu ofiar. W związku z tym robili to... w pośpiechu i pobieżnie. Zdaniem ambasadora to zrozumiałe, że mogło dojść do pomyłek podczas identyfikacji ciał.
Przypomnijmy: po rosyjskich sekcjach - w wyniku których niektóre zwłoki zostały zamienione, a inne zbezczeszczone - ciała ofiar wróciły z Moskwy do Polski w zalutowanych trumnach. W obecności niektórych rodzin oraz Rosjan minister Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, stwierdził, że trumny nie będą już otwierane. Także minister zdrowia, Ewa Kopacz, zabroniła - według wdowy po marszałku Krzysztofie Putrze z PiS - otwierania trumien. O ile zachowanie urzędników Tuska nie dziwi, to z pewnością może zastanawiać, dlaczego polska prokuratura wojskowa, prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, nie wydała decyzji, by trumny po powrocie do Polski otwarto.
– mówił „Gazecie Polskiej” prokurator Bogdan Święczkowski, były szef Agencji bezpieczeństwa Wewnętrznego.- Z polskiego kodeksu postępowania karnego jednoznacznie wynika, że kiedy istnieje podejrzenie przestępczego spowodowania śmierci, a takie podejrzenie istniało i istnieje w związku z katastrofą, obowiązkiem polskich prokuratorów było dokonanie po przyjeździe tych zwłok do Polski, oględzin zewnętrznych i ewentualnie zarządzenie sekcji. Tego nie zrobiono, nie wiem dlaczego