Internauci przypominają, że jeszcze w 2008 roku, na łamach „Gazety Wyborczej” prof. Frizke ostro atakował autorów książki „SB a Lech Wałęsa” i straszył „rozgorączkowaniem” prawicowych mediów.
„Oskarżając przywódcę "Solidarności" o zdradę kolegów - taka bowiem jest istota tych zarzutów - należałoby mieć niezwykle mocne dowody i bardzo skrupulatnie analizować ich treść. Stawką w tym swoistym procesie jest bowiem obraz wielkiego lidera ruchu w oczach współczesnych i przyszłych pokoleń, a także obraz Polski w oczach świata. Nawet jeśli Lech Wałęsa miał w młodości okres słabości, to interesujące jest ukazanie drogi odzyskiwania wewnętrznej wolności, pokonania - naturalnej u każdego - bariery strachu, wyrastania przywódcy i bohatera walki o wolność Polski. Z lektury książki odnosi się jednak wrażenie, że autorzy nie postrzegają Lecha Wałęsy jako przywódcę walki o wolność, że piszą akt oskarżenia.
Książka nie jest obiektywna. Ma udowodnić słuszność oskarżeń stawianych Wałęsie przez lobby lustracyjne od 1992 r. Już widzę rozgorączkowanych działaczy skrajnie prawicowych gazet i partii, którzy posługując się jej tezami, ruszą do walki przeciw Wałęsie, ale także przeciw "Solidarności", Okrągłemu Stołowi i przeciw Trzeciej Rzeczypospolitej, jedynej wolnej Polsce, jaka istnieje.” - pisał prof. Andrzej Friszke w artykule „Zniszczyć Wałęsę” opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” w 2008 roku.

Najwyraźniej jednak historyk zmienił zdanie, bowiem dziś już w obronie Wałęsy tak stanowczo nie staje. Co więcej podkreśla, że upubliczniony przez IPN materiał na temat TW Bolka jest niezwykle istotny z punktu widzenia historyka.
- Nie mam wątpliwości, że te dokumenty są autentyczne. Świadczy o tym np. ich wielkość i szczegółowość. Nie ma możliwości, żeby tak obszerny szczegółowy opis sytuacji w stoczni odtworzyć po latach, np po to, żeby skompromitować Wałęsę jako przywódcę "Solidarności". Nikt nie byłby w stanie tego zrobić. [...] Analiza [grafologiczna - przyp. red] musi być przeprowadzona, np w sprawie odręcznie napisanego zobowiązania do współpracy. Nie mam jednak wątpliwości, że w tych materiałach chodzi o Wałęsę. [...] Dokumenty, które zdążyłem obejrzeć, sięgają końca 1973 r. Szczególnie gęste są do lata 1971 r. Zaczynają się od początku stycznia. Dotyczą przede wszystkim nastrojów w Stoczni, tego, co działo się na różnych zebraniach, konferencji z dyrekcją, spotkań z Gierkiem. To bardzo ciekawy materiał dla historyka. Absolutnie nie są to śmieci – mówi w rozmowie na łamach „Gazety Wyborczej” prof. Friszke.
Ponadto historyk nie ma wątpliwości, że linia obrony Wałęsy jest niezwykle słaba.
- Jeżeli pytamy o postawę moralną przyszłego przywódcy „S”, która się z nich wyłania, to jest ona trudna do obrony. Obficie informuje SB o sytuacji w Stoczni. O kilku osobach mówi wprost. Opisuje ich plany rozpoczęcia strajku, zorganizowania demonstracji, roznoszenia ulotek. Zachowały się notatki, że te informacje były podstawą założenia „spraw rozpracowania” kilku osobom, albo wzywania ich na przesłuchanie. Mamy więc podstawy sądzić, że zaszkodził konkretnym ludziom. Można go bronić, że informuje przede wszystkim o nastrojach, o tym, co ludzie myślą o partii, ale to słaba obrona – tłumaczy prof. Andrzej Friszke.
