Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki powiedział, że o groźbie utraty unijnych środków dowiedział się po przejęciu rządów w połowie listopada.
– oświadczył Morawiecki. Środki te powinny być rozliczone do 31 grudnia 2015 r. Dlatego niemal od razu zostały podjęte energiczne działania, by uratować te pieniądze.Ze zdumieniem zauważyliśmy, że kwota ok. 9 mld euro, czyli 40 mld zł, jest zagrożona, jeśli chodzi o możliwości ich wydatkowania
Reklama
– podkreślił wicepremier.To było główne zadanie, którym zajmował się resort rozwoju w ostatnich tygodniach. Ratujemy miejsca pracy, to dla nas najważniejsze
Krystyna Skowrońska, posłanka Platformy Obywatelskiej, w rozmowie z IAR (Informacyjna Agencja Radiowa) mówi, że była zaskoczona informacjami o zagrożeniu unijnych środków. Stwierdziła, że nie wie, skąd pochodzą te informacje. Dodała, że trzeba je sprawdzić. Zapewniła, że Platforma zostawiła system wydawania unijnych pieniędzy w dobrym stanie. Innego zdania od dawna była część mediów. Informowały one, że wskutek zaniedbań ekipy PO-PSL w zagospodarowaniu pieniędzy z poprzedniej perspektywy finansowej UE, obejmującej lata 2007–2013, będziemy musieli zwrócić Brukseli kilkadziesiąt miliardów złotych.
Teraz te doniesienia potwierdził Mateusz Morawiecki. Wicepremier zaznaczył, że Polska nie może sobie pozwolić na całkowitą utratę zagrożonych środków, bo nasza gospodarka ich potrzebuje.
– podkreślił Morawiecki.To ogromna kwota, bliska deficytowi budżetu państwa, większa niż wydatki na politykę obronną i roczną edukację. Te pieniądze to są konkretne miejsca pracy, które w ten sposób ratujemy. Program naprawczy był dla nas priorytetem, pracowaliśmy nad nim przez ostatnie sześć tygodni
Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".