Śledztwo to efekt szokującej publikacji "Gazety Polskiej". Dorota Kania ujawniła w niej skandaliczne praktyki wykorzystywania śledztw do inwigilacji polityków PiS oraz dziennikarzy krytycznie oceniających działania byłej koalicji rządzącej PO-PSL.
- można było przeczytać w tekście "Druga inwigilacja prawicy".Co najmniej kilkanaście śledztw prowadzonych w ostatnich siedmiu latach umożliwiło inwigilację polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz współpracujących z tą partią ekspertów. A także dziennikarzy opozycyjnych mediów, m.in. z „Gazety Polskiej”, „W Sieci”, „Do Rzeczy” i „Naszego Dziennika”
Schemat działań wymierzonych w prawicę był zawsze taki sam. Składano zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, a następnie prokuratura – cywilna lub wojskowa – zlecała przeprowadzenie czynności w tych postępowaniach ABW, SKW, a od 2009 r. również CBA. W efekcie służby miały możliwość zakładania podsłuchów i prowadzenia obserwacji.
– Odpowiednie służby powinny sprawdzić te informacje. Jeżeli okażą się prawdziwe, to jest to materiał nie tylko na komisję śledczą czy śledztwo prokuratorskie, ale i być może postawienie osób odpowiedzialnych przed Trybunałem Stanu. Inwigilacja dziennikarzy i opozycji to bardzo poważne naruszenie wszelkiego rodzaju standardów demokratycznych.
– mówił portalowi niezalezna.pl Wiktor Świetlik z Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.