Premier Viktor Orban miał rację, budując mur i wzmacniając kontrolę na granicach. Węgrzy pozbyli się problemu, stworzonego przez Berlin - ale teraz z falą imigrantów muszą radzić sobie inni. Angeli Merkel chyba jednak to nie przeszkadza, bo w dalszym ciągu trzyma się ona proimigranckiego kursu, zachęcając tym samym islamskich uciekinierów do marszu na Niemcy.
Tym razem główny ciężar spadnie na malutką Słowenię. To przez ten kraj imigranci ekonomiczni - bo trudno ich nazwać uchodźcami, skoro uciekają z bezpiecznej Chorwacji - będą szli po socjal do Niemiec. Po drodze miną oczywiście Austrię, gdzie zasiłki są czterokrotnie mniejsze niż w Niemczech.
Czy Słowenia poradzi sobie z nową falą imigrantów? Tylko dziś do tego kraju ma przybyć ok. 2,5 tys. ludzi z Bliskiego Wschodu. Ale już teraz otwarcie mówi się, że w najbliższych dniach granicę chorwacko-słoweńską przekraczać będzie - oczywiście nielegalnie - ok. 8 tys. "uchodźców". Wczoraj wieczorem Słoweńcy zmuszeni zostali do zawieszenia komunikacji kolejowej z Chorwacją. Zapowiadają, że będą wpuszczać przybyszów, dopóki przyjmować ich będą Austriacy. Austria twierdzi z kolei, że nie zmieni swojej polityki, dopóki imigrantów akceptować będą Niemcy - dokąd i tak dąży zdecydowana większość z nich.
Ale niemieckie media - zamiast spojrzeć prawdzie w oczy - wolą zajmować się atakami na Jarosława Kaczyńskiego, który zwrócił uwagę na problem groźnych chorób u imigrantów. Tymczasem niemal takie same słowa wypowiedział już pod koniec sierpnia czeski prezydent Milos Zeman. "Przyjęcie migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej na terytorium Czech to trzy poważne niebezpieczeństwa: rozprzestrzenie się chorób zakaźnych, terroryzm Państwa Islamskiego i stworzenie nowych gett".