Dymitrij Połonski to „wicepremier” zaanektowanego przez Rosję Krymu. Polityk wjechał do Polski, chociaż ma zakaz wjazdu do Unii Europejskiej z powodu aktywnego udział w zajęciu ukraińskiego Krymu. Połonski bez najmniejszych przeszkód przekroczył polską granicę i dotarł do Warszawy na posiedzenie OBWE.
Co ciekawe, „wicepremier” został sprawdzony przez naszą Straż Graniczną. Strażnicy dali się przy tym ograć Rosjanom w dziecinny wręcz sposób – Połonski miał paszport dyplomatyczny z nieco zmienionym nazwiskiem. Jak podało RMF FM, polityk wcześniej był Ukraińcem, a teraz jest Rosjaninem i w związku z tym jego zapisane cyrylicą nazwisko można przełożyć na polski w różny sposób. Może to być Połonski przez „i”, może być Połonsky przez „y”. RMF FM zwraca przy tym uwagę, że Rosjanie bardzo często korzystają z takiego wybiegu, aby ominąć zapisy w Systemie Informacyjnym Schengen, gdzie funkcjonuje lista zakazów.
Warto w tym kontekście przypomnieć słowa Ewy Kopacz oraz szefowej MSW Teresy Piotrowskiej, które zapewniały o szczelności polskich granic. W połowie września – w związku z kryzysem migracyjnym – „psiapsiółka” premier wybrała się na inspekcję i skontrolowała granice.
– Po inspekcji mogę powiedzieć, że z Polski można brać przykład. To nie jest tak, że na naszą granicę nie podjeżdżają w tej chwili pociągi, autokary. One podjeżdżają, tylko nasza polityka, nasz schemat postępowania, nasze procedury powodują, że większość z tych ludzi, którzy tutaj trafiają jest odsyłana – zapewniała Kopacz.
Piotrowska od siebie dodawała, że „nie ma potrzeby podejmowania nadzwyczajnych działań” i „nie zachodzi konieczność dodatkowego wzmocnienia w oddziałach ochraniających zewnętrzną granicę Unii Europejskiej”.
Teraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zażądało wyjaśnień w sprawie wpuszczenia Połonskiego. Pojawiły się też kolejne zapewnienia – że system który przepuścił „wicepremiera”, nie będzie używany do weryfikowania tożsamości imigrantów...