"Ryszard Siwiec zmarł 12 września 1968 r. w warszawskim Szpitalu Praskim. Cztery dni wcześniej w czasie ogólnokrajowych dożynek Siwiec rozrzucił ulotki z protestacyjnym apelem, oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. Świadkami tego wydarzenia byli PRL-owscy dygnitarze, dyplomaci i 100 tys. widzów. Płonąc, krzyczał „Protestuję!” i nie pozwalał nikomu gasić płomieni. „Opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk” – napisał w ulotce dotyczącej protestu" - pisała wczoraj "Gazeta Polska Codziennie".

fot. Marcin Pegaz
"Samospalenie Siwca było aktem protestu przeciwko pacyfikacji przez Sowietów w sierpniu 1968 r. czechosłowackiej próby liberalizacji reżimu komunistycznego, tzw. praskiej wiosny. Nocą z 20 na 21 sierpnia 1968 r. do Czechosłowacji wkroczyło ponad pół miliona wojsk państw bloku komunistycznego, w tym 25 tys. żołnierzy kolaborującego z Sowietami tzw. Ludowego Wojska Polskiego. Zginęło wtedy ponad 100 osób".

Przed Stadionem Narodowym w Warszawie stoi pomnik upamiętniający ten heroicznych czyn. Tam właśnie dziś oddano hołd Ryszardowi Siwcowi.

- Pamiętamy o ofierze Ryszarda Siwca. Razem z młodymi Czechami mieszkającymi w Polsce - mówi portalowi niezalezna.pl Anita Czerwińska, szefowa Warszawskiego Klubu Gazety Polskiej i kandydatka PiS w wyborach parlamentarnych. - Nasza wspólna pamięć jest mostem porozumienia, która nam Polakom i Czechom jest bardzo potrzebna. Obiecaliśmy sobie, że za rok spotkamy się w tym samym miejscu, ale w większym gronie.
Kwiaty składali również przedstawiciele władz Czech oraz Słowacji. Obecni byli Michal Rysavy z Ambasady Republiki Czeskiej oraz Karol Smetana ze słowackiej ambasady.