W ubiegłą środę Rada Krajowa Platforma zatwierdziła listy wyborcze. – Nowa drużyna PO to ponad tysiąc nazwisk. Każdy ze swoją historią, za każdym stoi jego własna decyzja. To ludzie odważni, od których zależeć będzie przyszłość Polski – mówiła w trakcie swojego wystąpienia Ewa Kopacz.
Przy okazji szefowa PO zaprezentowała nowe twarze na listach swojej partii, a wśród nich Ludwika Dorna, który wystartuje w wyborach do Sejmu.
Dorn, były szef MSWiA w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, przemawiając do swoich nowych politycznych przyjaciół, tak argumentował nieoczekiwane zbliżenie do PO:
Tylko czy rzeczywiście Dorn mówił wtedy szczerze? W najnowszej, obszernej rozmowie z „Polska The Times”, wyraził bowiem całkowicie odmienne zdanie na temat partii Ewy Kopacz.Jeżeli Polsce potrzebna jest zmiana, a jest potrzebna, bo zmiana jest naturalnym procesem życia, tak jak trwanie i kontynuacja. To jest pytanie, jak i jaką zmianę wprowadzać, bo słowa zmiana nie należy się bać. Jeśli mam do wyboru formację, która powiązana jest z ziemią, z rzeczywistością i formację, która buja w stratosferze, to dla dobra Polski, dla dobrej i bezpiecznej zmiany, wybieram tę formację pierwszą. Szczególnie, że zdarzyła się okoliczność. Ona tak przylegała do tej ziemi, przylegała i nagle dostała mocne dźgnięcie i zrozumiała, a jak zrozumiała, uniosła, to szybciej pobiegnie do przodu.
– oświadczył w wywiadzie.To nie jest tak, że Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej stała się szambem. Może ostatnio za bardzo zaczęło zalatywać gównem, ale na pewno nie zamieniła się w szambo
I jak Dorn zamierza sobie teraz poradzić z tym nieprzyjemnym zapachem, rozsiadając się tuż przy jego źródle? Na zdjęciach z Rady Krajowej PO jakoś nie widać, żeby zatykał nos...