Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak bronić Rzeczypospolitej. Tomasz Sakiewicz o bezpieczeństwie narodowym

Polska ma realne możliwości budowy środków swojego bezpieczeństwa. Ostatecznym i najważniejszym jest własna silna armia.

Polska ma realne możliwości budowy środków swojego bezpieczeństwa. Ostatecznym i najważniejszym jest własna silna armia. Musi być ona wzmocniona systemem różnorakich sojuszy wiążących ewentualnego napastnika w wojnę regionalną lub globalną - pisze w najnowszym numerze "Gazety Polskiej" redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz.
 
Zagrożenie ze strony Rosji staje się bardzo realne. Nie chodzi nawet o niebezpieczeństwo bezpośredniego ataku, ale o wszelkie warianty wojny hybrydowej, szantaż militarny wymuszający zmiany polityczne i gospodarcze, a nawet całkowite zwasalizowanie kraju.

Bardzo trudno mówić o jakiejkolwiek polityce wewnętrznej, jeżeli jej potencjalnym kreatorem może być przeciwnik. W każdym kraju działają szpiedzy i w każdym, w większym lub mniejszym stopniu, dochodzi do prób wpływania potencjalnego agresora na politykę wewnętrzną kraju, który jest celem ataku. Jednak III RP ma ten problem wpisany w swój system. Nie zakończyła tego ani lustracja, ani rozwiązanie WSI, bo podmioty po byłych służbach komunistycznych potrafiły znaleźć sobie nowe formy przetrwania w instytucjach publicznych i organach państwa. Trzeba dla wspólnego bezpieczeństwa zadbać o wyższe standardy w pewnych sferach życia publicznego, szczególnie w MON, MSW, służbach specjalnych, policji i administracji państwowej.

Państwo polskie, podobnie jak Ukraina czy kraje bałtyckie, musi bronić się też przed miękkim wpływem na media i gospodarkę. Nie chodzi o ograniczanie wolności słowa czy gospodarowania, ale o pewną wrażliwość instytucji państwowych na możliwość penetracji przez agresora tych sektorów. Potrzebna jest akcja informacyjna na temat wojny propagandowej. Takie akcje są obecnie organizowane w różnych państwach NATO. Skuteczność tego typu polityki wymaga wzmocnienia służb specjalnych, szczególnie kontrwywiadu, wyposażenia rządu w komórki do przeciwdziałania rosyjskiej agresji informacyjnej.

Nie ma jednej rady na budowę silnej armii. Im większy własny potencjał gospodarczy, tym większe możliwości rozbudowy skutecznych sił obronnych. Nawet jednak kraje słabe gospodarczo mają czasem bardzo silną armię. Bankrutująca Grecja posiada największą w Europie po Rosji liczbę czołgów. Wszystko zależy od determinacji i wysiłku. 130 mld zł, które mamy wydać na zakup nowego sprzętu, to sporo, ale w warunkach pokoju. Obecnie te wydatki trzeba jeszcze zwiększyć. Nie musi to oznaczać ogromnych problemów finansowych, gdyż mądrze realizowane będę żywić całą gospodarkę. Już w tej chwili nakłady poniesione przez polskich producentów zaczynają procentować. Ich wyroby spotykają się z żywym zainteresowaniem Kijowa. Przemysł obronny wsparty zamówieniami rządowymi może stać się kołem zamachowym całej naszej ekonomii. Oczywiście w procesie zamówień rządowych nie można wykluczyć kontrahentów zagranicznych. Jednak w przetargach kryterium ceny powinno zostać zastąpione kryterium bezpieczeństwa. Jest oczywiste, że mając do wyboru taki sam sprzęt z USA i kraju współpracującego z Rosją, powinniśmy wybierać sprzęt amerykański. Wydając pieniądze na sojuszników Rosji, płacimy bowiem podwójnie. Taka polityka przetargowa, szczególnie jeżeli zostanie podjęta przez inne kraje naszego regionu, może wzmocnić działania na rzecz zabezpieczenia Europy. Moskwa zachowuje się podobnie i odnosi tu spore sukcesy polityczne.

Decyzja o przejściu na armię zawodową wydaje się dzisiaj trudna do zmiany. Jednak należy zastanowić się nad budową Gwardii Narodowej i systemu zachęt do udziału w siłach rezerwowych oraz stworzyć klimat sprzyjający dużemu potencjałowi mobilizacyjnemu. Polska 100-tys. armia nie ma żadnych szans w konfrontacji z armią rosyjską. Żeby sprostać podstawowym zadaniom, trzeba ten potencjał zwiększyć przynajmniej dwukrotnie. Rosja też nie może bezkarnie zwiększać swojego potencjału przy rosnących problemach gospodarczych. Państwo i wojsko we współpracy z mediami muszą stworzyć programy promocyjne dla młodych ludzi zachęcające ich do przeszkolenia obronnego. Ci ludzie muszą widzieć sensowne miejsce w wojsku w razie mobilizacji. Nie jest to wariant nieznany. Tak działa np. armia USA.

Samo NATO nie jest w stanie zabezpieczyć Polski przed atakiem. Istnieje zasadnicza rozbieżność pomiędzy sojusznikami, jak przygotować ewentualną obronę. Niemcy są przeciwne stałej obecności wojsk NATO w Polsce. To nie tylko klęska polskiej dyplomacji, ale także Paktu. Obrona Polski zależy od liczebności wojsk, które znajdują się na naszym terytorium, i zdolności do ich szybkiego uzupełnienia. Projekt natowskiej szpicy to niestety bardziej wsparcie psychologiczne niż realne. W tej sytuacji musimy silnie powiązać się  z państwami naszego regionu. Nawet niewielkie siły państw bałtyckich mogą związać pewną część wojsk agresora, tym bardziej że dla nich agresja może oznaczać unicestwienie. Równie mocno działaniami Rosji zaniepokojone są państwa skandynawskie. Razem jesteśmy w stanie bronić się na Morzu Bałtyckim. Na południu realnym sojusznikiem jest Rumunia. Zapewne pierwszą linię obrony przed moskiewską inwazją stanowić mogą kraje, które już stały się obiektem rosyjskiej agresji: Ukraina, Gruzja i Mołdawia. Utrzymywanie ich suwerennej państwowości i niedopuszczenie do zajęcia całego terytorium przez Rosję daje nam szansę na rozproszenie sił idących ze wschodu. Jest więc w naszym interesie podtrzymywanie ich woli walki, a długofalowo utrzymanie ich niezależności od Moskwy i włączenie w struktury zachodniej demokracji.

Kluczowy dla bezpieczeństwa Polski jest sojusz z USA. Chodzi nie tylko o to, by podtrzymywać dobre kontakty z najsilniejszym członkiem NATO, ale i budować stosunki bilateralne. Musimy doprowadzić do takiej sytuacji, że atak na terytorium Polski oznaczać będzie bezpośrednie zwarcie ze znaczną liczbą oddziałów amerykańskich. Dzisiaj bliskim sojusznikiem USA w sprawie polityki wschodniej jest Kanada i Wielka Brytania. Z nimi trzeba szczególnie zacieśniać stosunki. Polityka wobec Berlina musi uwzględniać zasadę „coś za coś”. Możemy kupować niemiecki sprzęt, gdy Niemcy zgodzą się np. na stałą obecność NATO w Polsce.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej