– mówił w programie „Po przecinku” TVP Info szef ludowców Janusz PiechocińskiTa inicjatywa pojawiła się po przegranej Bronisława Komorowskiego w pierwszej turze. Komorowski wrócił do programu wyborczego jeszcze z 2007 roku. Zburzył w ten sposób swój obraz stabilnego polityka, który płynie pod prąd i przegrał wybory. Stworzył przestrzeń, by w tym „zero-jedynkowym starciu” młody wygrał z bardziej doświadczonym
Wicepremier dodał też, że prezydent Andrzej Duda powinien odwołać referendum, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć dla poszkodowanych przez suszę rolników. – Chciałbym żeby powiedział: „nie”, bo każdy grosz jest na wagę złota – mówił Piechociński.
Z kolei senator PO Jan Rulewski oświadczył na antenie Telewizji Republika, że Bronisław Komorowski nie konsultował z rządem swojej inicjatywy, a zaproponowane przez niego pytania są „niezrozumiałe”.
– oświadczył na antenie TV Republika Jan Rulewski.Wrześniowe referendum nie było przedmiotem uzgodnień koalicji PO-PSL. To była osobista inicjatywa prezydenta Bronisława Komorowskiego
– dodawał Rulewski.Prezydent Komorowski nie konsultował inicjatywy o referendum z rządem, a pytania, które zaproponował, były niezrozumiałe. Dlatego sprawa referendum jest kwestionowana przez część konstytucjonalistów
Być może nagła zmiana frontu polityków rządzącej koalicji wynika z tego, że referendum, którego koszt to 100 mln złotych, może okazać się spektakularną klapą. Jak podała Wirtualna Polska, dotychczas do Urzędu Dzielnicy na Mokotowie – największej warszawskiej dzielnicy – w różnych sprawach dotyczących referendum zgłosiło się jedynie... 20 osób. To właściwie nic w porównaniu z ostatnimi wyborami prezydenckimi – wtedy ten sam urząd przyjął około czterech tysięcy wniosków.