"Mężczyzna prawdopodobnie był pod wpływem dopalacza o nazwie "Wiśnia", który dostał od kolegi. Po jego zażyciu wydawało mu się, że ze ścian wychodzą duchy, które grożą mu śmiercią. Byli to rodzice i sąsiedzi" - czytamy rmf24.pl
Po ataku uciekł do lasu. Tam ukrywał się przez kilka godziny, w końcu został zatrzymał.
"W czasie zatrzymania nie rozpoznał rodziny i mówił nielogicznie" - podaje RMF FM.