Ewa Kopacz podczas konwencji Platformy Obywatelskiej zagrzewała m.in. członków swojej partii do „pokory i pracy” przed wyborami. – To są bardzo trudne czasy dla Platformy, to będzie bardzo trudna kampania. Dlatego jeszcze raz podkreślam – jest robota do zrobienia i trzeba ją zrobić. Jest 120 dni, ponad trzy tysiące godzin, pamiętajcie o tym w każdej minucie każdego dnia – mówiła Kopacz.
Nie dosyć, że weszła w kompetencje prezydenta ogłaszając datę wyborów, to jeszcze popełniła wpadkę, bo 120 dni to nie jest ponad 3 tys. godzin.
W niedzielę zareagowała na to Kancelaria Prezydenta. Joanna Trzaska-Wieczorek, która szefuje prezydenckiemu biuru prasowemu, powiedziała Polskiej Agencji Prasowej, że Bronisław Komorowski nie podjął jeszcze decyzji w sprawie daty wyborów.
Pracownik biura prasowego Kancelarii Prezydenta potwierdził w rozmowie z portalem niezalezna.pl, że rzeczywiście ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale wybory parlamentarne odbędą się na pewno w październiku. – Zgodnie ze słowami pani Joanny Trzaski-Wieczorek, pod uwagę brane są trzy terminy – 11, 18 i 25 października – usłyszeliśmy.
Prezydent ma obowiązek wyznaczyć datę wyborów parlamentarnych, a elekcja musi się odbyć w ciągu 30 dni przed upływem kadencji dotychczasowego parlamentu – w tym przypadku cztery lata po 8 listopada 2011 r., kiedy obecny Sejm zaczął kadencję. Głowa państwa musi wydać zarządzenie o konkretnej dacie wyborów na 90 dni przed upływem kadencji parlamentu.