W poniedziałek po południu Ewa Kopacz ogłosiła nazwiska osób, które obejmą resorty po zdymisjonowanych politykach. Jedną z nich był Andrzej Czerwiński, który od wtorku jest ministrem skarbu państwa.
Już wczoraj poseł Arkadiusz Mularczyk w rozmowie z portalem niezalezna.pl zaznaczał, że Czerwińskie został powołany na stanowisko z łapanki. – Myślę, że to taki minister z łapanki. Wielu możliwości na działanie nie będzie miał, bo wybory odbędą się już za cztery miesiące. Zakładam, że będzie kimś w rodzaju administratora, a nie kimś, kto będzie wdrażał jakieś istotne zmiany w Ministerstwie Skarbu Państwa – podkreślał Mularczyk.
O dziwo, jego słowa potwierdził sam Czerwiński, który przyznał we wtorek w TVP Info, że o nominacji dowiedział się zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem tego przez Ewę Kopacz. – W poniedziałek rano otrzymałem propozycję (…). Dla mnie to też była niespodzianka. Telefon premier Ewy Kopacz bardzo mnie zdziwił – zakomunikował w programie „Po przecinku”.
Co ciekawe, według Czerwińskiego, decyzja Kopacz o wymianie ministrów nie została podjęta za późno. – Gdyby było za późno, to bym się tego nie podejmował. Jest jak jest. Mamy cztery miesiące. Jestem przekonany, że to optymalny czas na takie decyzje – oświadczył z optymizmem nowy minister skarbu.