Policja apelowała o przesyłanie filmów nagranych za pomocą przenośnych urządzeń zamieszczonych w samochodach czy rowerach. Była to część akcji „Stop agresji na drodze”. W ten właśnie sposób nagranie trafiło w ręce funkcjonariuszy.
W lipcu 2014 roku podczas gdańskiej Masy Krytycznej kierowca citroena wyprzedził kilkuosobową grupę rowerzystów. Zrobił to na podwójnej ciągłej w okolicy skrzyżowania. Wszystko zostało zarejestrowane na nagraniu.
Doszło do przesłuchania domniemanego autora filmu, Krzysztofa Kęsika. Wtedy okazało się, że on też miał złamać przepisy jadąc zbyt blisko środka jezdni, w ten sposób łamiąc przepisy. Z nagrania wynikało, że nie jechał "możliwie blisko prawej krawędzi jezdni". Rowerzysta odmówił wtedy składania wyjaśnień i nie przyznał się, że to on jest autorem nagrania” – pisze gazeta.pl.
Kierowcę Citroena ukarano mandatem. Sporządzono również wniosek do sądu o ukaranie rowerzysty mandatem 500 zł. Sąd Rejonowy w Gdyni odstąpił od wymierzenia mandatu i uniewinnił mężczyznę.
Historia się nie zakończyła. Krzysztof Kęsik w wywiadzie udzielonym jednej z radiostacji, przyznał, że jest autorem nagrania. W związku z tym apelację do wyroku złożył komendant Policji w Gdyni.
- Poruszając się po drodze publicznej każdy ma obowiązek do zachowania ostrożności i poszanowania obowiązujących zasad – argumentował komendant.
Kodeks wykroczeń mówi, że kto złamał Prawo o ruchu drogowym podlega karze grzywny do 3 tys. zł lub karze nagany. Z kolei według obrońcy rowerzysty, nie jest jasno powiedziane, co oznacza termin „możliwie blisko prawej krawędzi jezdni”. Sprawa jest ponownie badana przez Sąd Rejonowy w Gdyni.
Czy ludzie zaczną bać się pomagać policji? Jedno jest pewne. Zanim to zrobią, dobrze się zastanowią.