Rozmowy rolników z ministrem Markiem Sawickim zostały zerwane. Z relacji protestujących w Warszawie rolników wynika, że od razu po przedstawieniu pierwszych postulatów minister miał stwierdzić, że osiągnięcie porozumienia będzie niemożliwe.
- Na pierwsze trzy postulaty minister od razu odpowiedział „Nie”, więc wyszliśmy – tłumaczy Izdebski - Ten rząd pozna siłę rolników. Minister Sawicki musi odejść. W przyszłym tygodniu 100 tys. ludzi stanie w Warszawie – dodaje szef rolniczego OPZZ.
Po opuszczeniu budynku ministerstwa, rolnicy odśpiewali Rotę.
(fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)Inny przebieg wydarzeń przedstawia z kolei szef resortu rolnictwa Marek Sawicki:
- Rozmowy nie zostały zerwane – wyszła tylko część działaczy z Izdebskim na czele. Z działaczami rolniczymi, którzy zostali powołaliśmy pięć zespołów roboczych. 7 postulatów będzie zrealizowanych, 3 są w przygotowaniu, o 2 możemy jeszcze rozmawiać – tłumaczy Marek Sawicki.
Szef resortu rolnictwa przekonuje, że to "organizator dzisiejszych protestów nie wysłuchał nawet propozycji przedstawionych przez ministerstwo", ani opinii przedstawicieli pozostałych organizacji i związków rolników. Z komunikatu resortu rolnictwa wynika również, że dzisiejsze rozmowy zakończyły sie... sukcesem.
- Osiągnięciem porozumienia zakończyły się dziś rozmowy ministra Sawickiego z przedstawicielami rolników. 17 organizacji uczestniczących w spotkaniu, z którego po 20 minutach wyszli: przewodniczący OPZZRiOR Sławomir Izdebski oraz Wojciech Mojzesowicz, ustaliło z ministrem powołanie 6 zespołów roboczych. Ich zadaniem będzie wypracowanie rozwiązań dotyczących problemów na poszczególnych rynkach rolnych - czytamy w komunikacie Ministerstwa Rolnictwa.
„Marsz gwiaździsty” - tak rolnicy nazwali swój dzisiejszy protest przeciwko działaniom rządu Ewy Kopacz, a przede wszystkim ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Domagają się jego odwołania, jeśli nie zostaną spełnione ich postulaty, czyli wypłaty odszkodowań za straty spowodowane przez dziki oraz interwencji na rynku mleka i wieprzowiny.