Warto wspomóc polskich misjonarzy. Czemu? Bo to wariaci. Bezczelni wariaci Słowa i Pisma. Bo czy można być normalnym i swoje życie spędzić na przemierzaniu czerwonymi drogami kraju spalonego wojną i słońcem? Gdzie w buszu, poza naćpanymi chłopakami w melonikach i z kałasznikowami czają się wszystkie możliwe pasożyty i choroby...
By ruszyć do spalonych wiosek, do małych chatynek, pomagać? By do miejsc, gdzie wciąż leje się krew, a w powietrzu unoszą się kule karabinów, dawni bogowie, duchy i czary, gdzie czarne twarze poznaczone są jeszcze czarniejszymi bliznami po plemiennych rytuałach, nosić słowa o miłosierdziu i przebaczeniu i o tym, że każdy człowiek to brat a czasem trzeba nadstawić drugi policzek?
A oni właśnie to robią. A potem, gdy przychodzi to, co najgorsze, wojna i rzezie, zostają z tymi ludźmi. I ich ratują. Codziennie. Słowem i czynem, gdy chronią się u nich na misjach. Wczoraj chrześcijan, dziś muzułmanów, jutro znów chrześcijan.
Robią to do czego i my jesteśmy wezwani, ale nie chce nam się, bo daleko i za ciepło. Więc warto im pomóc. Strona akcji: paczek.kapucyni.pl.
Jest też, poza wymiarem po prostu ludzkim, i czysto praktyczna korzyść z działalności polskich misjonarzy. Są oni siłą hamującą rozwój i rozprzestrzenianie się skrajnego islamu na tych terenach. A niewiele brakuje, by z centralnej Afryki zrobiło się nowe Państwo Islamskie. I zapewniam Was, że wtedy i zamachów w Europie będzie więcej.