Nadal pozostający jeszcze członkiem klubu Platformy Obywatelskiej Sławomir Nowak został ukarany grzywną w wysokości 20 tysięcy złotych. Ma również pokryć koszty sądowe.
Jeszcze przed wyrokiem, za Nowakiem murem stawało wielu polityków PO. Prominentni działacze Platformy Obywatelskiej zapewniali, że o przyszłości Nowaka w partii i klubie parlamentarnym nie będą przesądzać przed wydaniem wyroku przez sąd.
Jeszcze w połowie listopada Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodniczącą PO, pytana o przyszłość Nowaka w PO w rozmowie z portalem niezalezna.pl stwierdziła, że nie widzi możliwości jego usunięcia z klubu parlamentarnego Platformy. - Musi być prawomocne orzeczenie sądu, żeby coś w tej sprawie robić - zapewniła w rozmowie z reporterem niezalezna.pl Gronkiewicz-Waltz. Wtórowała jej sekretarz stanu w kancelarii premier Ewy Kopacz, Małgorzata Kidawa-Błońska: "Nowak rzeczywiście tak jak wielu posłów głosuje z nami, wspiera nas w głosowaniach. Czekamy na wyrok sądu."
W podobnym tonie wypowiadał się również całkiem niedawno sama Ewa Kopacz stwierdzając, że w sprawie obecności Nowaka w klubie PO... nic nie może zrobić. Dziennikarze jej zdaniem również. - Ani państwo, ani ja nie będziemy wpływać na jego decyzję - powiedziała przedstawicielom mediów Ewa Kopacz.
O przyszłości Sławomira Nowaka poza Platformą nie chciał słyszeć również były rzecznik rządu i były już pierwszy sekretarz partii, Paweł Graś.
- Minister Nowak zapłacił naprawdę bardzo wysoką cenę za tę skomplikowaną sytuację, w której się znalazł. Przestał być ministrem, przestał być członkiem PO i ma prawo do swojej decyzji (...) Rozumiem jego trudną sytuację. Uważam, że ta nagonka, która na niego trwa w związku z jego deklaracją, że z mandatu zrezygnuje, jest zupełnie niepotrzebna i nie powinna mieć miejsca – przekonywał były rzecznik rządu.