Major Marek K., znany w BOR jako "Koper", w 2010 r. brał udział w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Zeznawał w tej sprawie w cywilnym śledztwie smoleńskim. Ciało oficera znaleziono w sierpniu tego roku w jego domu w podwarszawskich Ząbkach. Wyjaśnianiem okoliczności śmierci zajęła się Prokuratura Rejonowa w Wołominie.
Na początku śledztwa pojawiło się wiele spekulacji o przyczynach zgonu Marka K. Nawet o jego samobójstwie. Ta teza została stanowczo zdementowana przez prokuraturę. Z ostatecznymi wnioskami śledczy czekali jednak na kompleksową opinię biegłych, którzy przeprowadzali sekcję zwłok. I właśnie wpłynęła do prokuratury.
- Przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa - tłumaczy z rozmowie z portalem niezalezna.pl prokurator, który przyznaje, że do zgonu z przyczyn naturalnych. - Nie ma żadnych podstaw, aby sądzić, że przyczyniły się do niego osoby trzecie.
Szef wołomińskiej prokuratury zdementował również podejrzenia, że potrącenie samochodem, jakiemu krótko wcześniej uległ Marek K., mogło mieć wpływ na takie pogorszenie stanu zdrowia, że doszło do śmierci.
- Nie ma to nic wspólnego ze sobą - zapewnia A. Orłowski.