- W tej jak i poprzedniej kadencji rządu Donald Tusk jeszcze na Ukrainie nie był, więc rozumiem, że został uświadomiony, że jest to ważna kwestia i że powinien coś w tej sprawie w końcu zrobić. Jest do de facto reakcja na aktywność Prawa i Sprawiedliwości w sprawie Ukrainy. Gdyby nie nasze działania, przypuszczam, że premier nie ruszyłby tego tematu, bo do tej pory nim w ogóle się nie zajmował. Jest to moim zdaniem zagranie czysto PR-owe, dlatego że gdyby Donald Tusk kontynuował wcześniejsze zainteresowanie sprawami ukraińskimi, można by powiedzieć, że dysponuje wiedzą ekspercką, ma swoje przemyślenia w tej kwestii i je właśnie przedstawia kolejnym rządom w Europie. A trudno, żeby miał przemyślenia, skoro do tej pory w sprawie Ukrainy się nie wypowiadał i Ukrainą nie zajmował – mówi nam poseł PiS Krzysztof Szczerski.
Według byłego wiceministra spraw zagranicznych kolejne wizyty Donalda Tuska w stolicach europejskich to jeżdżenie bez celu.
- Najgorsze co może być, to jeżdżenie z pustymi taczkami. Jeśli Donald Tusk jeździ z konkretnym planem polskim dla Ukrainy i przedstawia go w kolejnych stolicach, planem który został wypracowany i dla którego próbuje pozyskać sojuszników - to ma sens. Ale jeśli premier jeździ ot tak, żeby porozmawiać o Ukrainie i pokazać, że interesuje się i przedstawiane są komunikaty bez żadnej konkluzji, to tym bardziej pogłębia przekonanie o tym, że Polska nie ma pomysłu na Ukrainę. Niepokoi mnie to, dlatego że plan taki nie był konsultowany ani przez RBN, ani w parlamencie, ani z opinią publiczną. Rozumiem, że w takim razie takiego planu nie ma lub jest on ściśle tajny. Premier Tusk jeździ z pustymi taczkami i jest to według mnie wyłącznie efekt aktywności Prawa i Sprawiedliwości, która pobudziła premiera i wyrwało go ze snu – powiedział Krzysztof Szczerski.