Rzecznik dolnośląskiej policji Paweł Petrykowski potwierdził tą informację. - Kobieta oświadczyła, że nie chce wszczynania żadnego formalnego postępowania w sprawie incydentu. Policjanci chcieli pomóc jej wrócić z dzieckiem do mieszkania, ale nie chciała tego. Powiedziała, że pojedzie do koleżanki – powiedział "Gazecie Wrocławskiej" rzecznik.
Nie jest wiadome, czy Charłampowicz był trzeźwy. Poseł PO pokazał funkcjonariuszom legitymację poselską, w związku z czym musieli oni odstąpić od dalszych czynności i nie sprawdzili jego stanu trzeźwości. Marszałek Sejmu został poinformowany o zajściu.
- To moje osobiste sprawy, nie będę niczego komentował – powiedział dziennikarzom poseł. Po jakimś czasie zadzwonił do redakcji "Gazety Wrocławskiej", przekonując, że między nim a jego partnerką wszystko zostało wyjaśnione. Przesłał również następujące oświadczenie:
W nawiązaniu do zamieszczonej w "Gazecie Wrocławskiej" publikacji dotyczącej mojej osoby informuję, że całą sytuację wyjaśniłem z moją partnerką życiową. Przeprosiłem również policję za to, że musiała poświęcić czas na tę sprawę. Jednocześnie proszę o uszanowanie prywatnych spraw moich i moich najbliższych.