Gordenko poczuł się źle po przejściu około 150 metrów w sztafecie w Kurganie (zachodnia Syberia) i został przewieziony do szpitala, ale lekarzom nie udało się utrzymać go przy życiu. Przyczyną śmierci był zawał serca.
Choć Rosjanom zależało, żeby sztafeta z ogniem olimpijskim przeszła do historii, raczej nie o takie upamiętnienie im chodziło.
Do tej pory, zamiast wiekopomnego wydarzenia, coraz częściej mówi się o wielkiej kompromitacji. Ogień olimpijski, który zmierza do Soczi zgasł już kilkadziesiąt razy, a ostatnio jeden z uczestników sztafety stanął w płomieniach, ponieważ płomień z pochodni olimpijskiej spada na kurtkę niosącego ogień olimpijski sportowca.
Jest to kompromitujące tym bardziej, że oficjalnym producentem rosyjskiego znicza są zakłady zbrojeniowe.
Rosyjska administracja potwierdziła, że pochodnie zostały wyprodukowane w Krasnojarskich Zakładach Budowy Maszyn (Krasmasz). To jeden z tajnych kompleksów przemysłu zbrojeniowego. W zakładach tych oprócz pochodni produkowane były pociski balistyczne Siniewa. Za każdą pochodnie zakłady zbrojeniowe wzięły około 400 dolarów. Władze zamówiły ich prawie 16 tys., co znaczy, że podatnicy zapłacili za bubla w sumie 6,4 mln dolarów.