Inicjatywa odwołania urzędującego prezydenta zjednoczyła większość opozycyjnych obecnie środowisk politycznych we Włocławku.
W kampanię zbierania podpisów angażowali się zwolennicy PiS, NSZZ „Solidarność” i lokalnych ugrupowań samorządowych, a także lokalni działacze PO, choć władze regionalne tej partii dystansują się od tego przedsięwzięcia.
Udało się zebrać około 15 tys. podpisów osób popierających referendum. Podczas weryfikacji odrzucono nieco ponad 4 tys. podpisów, ale nawet bez nich pod wnioskiem było wystarczające poparcie.
Inicjatorzy referendum od wielu tygodni przekonują, że w mieście za rządów Andrzeja Pałuckiego pleni się nepotyzm, a kosztowne inwestycje komunalne - takie jak rewitalizacja centrum miasta czy wydatki na modernizację stadionu - nie służą rozwojowi Włocławka.
- Uważamy, że pieniądze pozyskane z UE mogliśmy wykorzystać bardziej racjonalnie, na inwestycje, które tworzą miejsca pracy, a nie będą później kosztowne w utrzymaniu - przekonywał lider włocławskiej NSZZ "S" Janusz Dębczyński.
Do zarządzenia referendum wystarczało we Włocławku niewiele ponad 9,3 tys. podpisów, a aby jego wynik był ważny, w głosowaniu musi wziąć udział 20 405 osób.
Przypomnijmy, że jak ujawniła na początku października w swoim programie "Zadanie specjalne" w TV Republika Anita Gargas, policja kryminalna masowo nachodziła ludzi, którzy podpisali się za wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Włocławka Andrzeja Pałuckiego - b. funkcjonariusza Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej, b. szefa wydziału w KW PZPR, obecnie z SLD.