Minister spraw zagranicznych Holandii Frans Timmermans zażądał już wyjaśnień od władz Federacji Rosyjskiej w sprawie tego zdarzenia. - Nasi ludzie powinni mieć możliwość, by pracować tam (w Moskwie) bezpiecznie. Chcę gwarancji, że władze Rosji wezmą na siebie odpowiedzialność za zapewnienie im bezpieczeństwa - oświadczył.
Do napadu na 60-letniego Elderenboscha doszło na klatce schodowej jego domu w centrum Moskwy. Zaatakowali go dwaj mężczyźni udający elektryków. Wepchnęli oni dyplomatę do jego mieszkania, gdzie go skrępowali i pobili. Z mieszkania niczego nie zabrali. Jedynie na lustrze napisali: LGBT. Skrótem tym określane są lesbijki, geje, osoby biseksualne oraz osoby transgenderyczne jako całość.
We wtorek w zeszłym tygodniu w Hadze zatrzymany został radca ambasady FR w Holandii Dmitrij Borodin. Strona rosyjska utrzymywała wówczas, że holenderska policja wtargnęła do domu dyplomaty, pobiła go i przez wiele godzin przetrzymywała na posterunku, po czym wypuściła go bez wyjaśnień i przeprosin. Jeszcze tego samego dnia prezydent Rosji Władimir Putin zażądał przeprosin od Holandii.
Następnego dnia szef rosyjskiej Federalnej Służby Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) Siergiej Dankwert zakomunikował, że Rosja ma zastrzeżenia do jakości produktów mlecznych i kwiatów z Holandii.
Do incydentów tych doszło na tle kryzysu w stosunkach rosyjsko-holenderskich, spowodowanego sprawą aresztowanych w Rosji ekologów z międzynarodowej organizacji Greenpeace. Rząd Holandii podjął działania prawne, zmierzające do uwolnienia 30 ekologów, w tym 26 obcokrajowców, zatrzymanych we wrześniu na Morzu Barentsa po proteście przeciwko wydobywaniu przez rosyjski koncern paliwowy Gazprom ropy naftowej w Arktyce.